Początek poniedziałkowej sesji w USA nie wskazywał, żeby wyprzedaż akcji spółek technologicznych miała się zakończyć. Firmy notowane na Nasdaq znajdują się w niełasce inwestorów już od czterech tygodni. W tym czasie wartość indeksu Nasdaq Composite obniżyła się ponad 6%, co oznacza, że jest to największa korekta trendu wzrostowego od września zeszłego roku. Na razie nie padło jeszcze żadne istotne wsparcie, na wykresie nie powstała formacja, która mogłaby wskazywać, że będzie z tego jakiś większy spadek. Sytuacja ta ulegnie zmianie, jeśli Nasdaq Composite znajdzie się poniżej 1990 pkt.
Spowoduje to, że na wykresie pojawi się sekwencja coraz niżej położonych szczytów i dołków. Dodatkowo przebite zostanie wsparcie wyznaczane przez wierzchołki z drugiej połowy zeszłego roku. Taki rozwój wydarzeń jest dość prawdopodobny, zważywszy, że zakończony został trend wzrostowy na wykresach siły relatywnej, mierzącej zachowanie Nasdaq Composite względem S&P 500 i średniej przemysłowej Dow Jones. Inwestorzy chętniej patrzą teraz na spółki kojarzone ze starą ekonomią. To przegrupowanie środków na rynkach światowych powinno mieć wpływ także na polski rynek akcji - kłopoty z utrzymaniem trendów wzrostowych będą miały tak dobrze spisujące się ostatnio Prokom i ComputerLand. Choć ostatnimi czasy związek warszawskiej GPW z zagranicznymi rynkami akcji wydaje się bardzo luźny.
S&P 500 na razie wydaje się powtarzać swój zeszłoroczny schemat - po dość gwałtownym spadku indeks wraca do trendu wzrostowego. Od 11 lutego 52-tygodniowe maksimum wynosi 1157,8 pkt. Jednak zmaganie z oporem na 1160 pkt nie zostało zakończone. W trwającym od marca zeszłego roku trendzie wzrostowym wszystkie okresy konsolidacji kończyły się wybiciem w górę.
Czołowym indeksom europejskim bliżej do S&P 500 niż Nasdaq Composite. Pod koniec zeszłego tygodnia najwyższą wartość od 52 tygodni zanotował francuski CAC--40, bliski tego był niemiecki DAX. Londyński FT-SE 100 roczne maksimum miał na zakończenie wczorajszych notowań.