Amerykańskiej delegacji przewodniczy zastępca asystenta sekretarza skarbu David Loevinger. Jest to więc bardziej szczebel roboczy niż decyzyjny. Delegacja od wczoraj prowadzi rozmowy w banku centralnym i innych instytucjach na temat technicznych kwestii walutowych. Sekretarz skarbu John Snow w wywiadzie dla amerykańskiej telewizji wyraził jednak przekonanie, że Chiny w końcu złagodzą politykę utrzymywania stałego kursu juana wobec dolara.

Od 1995 r. dolar kosztuje 8,277 juana. W ciągu tych już prawie dziewięciu lat chińska gospodarka rozwijała się o wiele szybciej od amerykańskiej, co powinno już znaleźć odzwierciedlenie w umocnieniu tamtejszej waluty. Ścisłe powiązanie z dolarem sprawia też, że wraz ze spadkiem jego kursu wobec innych światowych walut, chińskie towary stają się bardziej konkurencyjne w innych rejonach. Jednocześnie Stany Zjednoczone nic z tego nie mają i ich deficyt w handlu z Chinami sięgnął w październiku rekordowego poziomu 13,6 mld USD. Dla utrzymania tego stałego kursu juana Chiny wciąż kupują dolary i ich rezerwy walutowe przekraczają już 403 mld USD.

W tej sytuacji od jesieni wielu amerykańskich biznesmenów i parlamentarzystów oskarża Chiny o sztuczne zaniżanie kursu juana, co prowadzi do likwidacji miejsc pracy w Stanach Zjednoczonych. Jest to kwestia szczególnie wrażliwa dla prezydenta Busha w czasie obecnej kampanii wyborczej. Dlatego w grudniu z chińskim premierem Wen Jiabao uzgodnił powołanie wspólnej grupy roboczej.

Chiny nie twierdzą bowiem, że ich waluta nie jest za mocna. Gotowi są ją umocnić, ale nie z dnia na dzień, bo muszą w tym celu zmodernizować gospodarkę, wprowadzając lepszy nadzór bankowy i powołując organ ustalający politykę pieniężną. 6-osobowa amerykańska delegacja prowadzi więc rozmowy na temat między innymi wprowadzenia do systemu bankowego mechanizmów kontroli ryzyka kursowego i stosowania instrumentów pochodnych opartych na kursach walutowych.