Hossa na wykresie WIG20 wygląda najmniej przekonująco. Nie ulega wątpliwości, że indeks największych spółek znajduje się w trendzie wzrostowym, ale za zwyżką stoi wąskie grono firm. Kiedy WIG20 ustanawiał szczyt na poziomie 1712 pkt we wrześniu zeszłego roku, najwyższe kursy przynajmniej od 52 tygodni miało 18 spółek wchodzących w skład indeksu. Teraz takich firm jest 7. Trend wzrostowy opiera się na papierach PKN Orlen, KGHM, TP, BPH, Prokomu, ComputerLandu i Budimeksu.
Liczne pułapki
W tym roku wykres WIG20 zastawia na zwolenników analizy technicznej pułapki. Pierwszą (i największą) było przełamanie linii trendu wzrostowego i wybicie z konsolidacji w dół pod koniec stycznia. Ponieważ wszystko działo się na poziomie górnego ograniczenia średnioterminowego trendu bocznego, spadek wydawał się oczywisty. Tymczasem ocieramy się już o granicę 1800 pkt. Ale i na drodze do tej wartości nie obyło się bez "zmyłki". Wybicie ponad szczyt z września zeszłego roku pod koniec lutego załamało się. Też tylko pozornie.
Teraz sytuacja wydaje się technicznie klarowna: na wykresie możemy wytyczyć wzrostową linię trendu, opartą na dołkach z listopada, stycznia i lutego. Wsparcie to znajduje się na poziomie 1700 pkt. Droga ku nowym rekordom wydaje się otwarta, choć trend wzrostowy nabiera cech amerykańskich - krótkie skoki w górę przerywane są dość długimi korektami.
Hossa bez zastrzeżeń