Z inicjatywy Forum Polska Współczesna porównano wczoraj programy gospodarcze prawicy. Oprócz posłów Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości, do dyskusji zaproszono również przedstawicieli Unii Wolności i dopiero powstającej Inicjatywy Centrum (reprezentowanej przez prof. Jerzego Eysmonta). - Nie udało się, mimo konkretnie przedstawionych problemów, uciec od pewnej dozy populizmu gospodarczego - przyznaje Krzysztof Rybiński, główny ekonomista BPH.

W przypadku wydatków związanych z administracją wszystkie partie zgodziły się na znaczące redukcje. Chcą nimi objąć również liczne urzędy kontroli i inspekcje. Rafał Zagórny (PO) podkreślał również, że niedopuszczalne jest przekazywanie pakietów akcji przez Ministerstwo Skarbu Państwa na rzecz agencji państwowych. - Większość propozycji prawicy idzie w kwestii wydatków na administrację dalej niż plan Hausnera - uważa prof. Zbigniew Sadowski, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. - Trzeba jednak pamiętać, że oszczędności w administracji to mitologia, chodzi bardziej o zliberalizowanie obowiązujących regulacji - dodaje.

Gorzej sytuacja wygląda w przypadku wydatków społecznych. Platforma wciąż nie wypracowała stanowiska wobec propozycji wygaszania zasiłków przedemerytalnych oraz podniesienia wieku emerytalnego kobiet. Tych rozwiązań nie popiera natomiast PiS. Partia wypracowała również kontrowersyjne stanowisko dotyczące reformy KRUS-u. - Uważamy, że podatek dochodowy powinien objąć rolników, którzy mają ponad 300 ha ziemi - mówi poseł PiS Mirosław Styczeń. PiS i Inicjatywa Centrum są także przeciwko zmianie zasad waloryzacji rent i emerytur, popieranej przez PO i Unię Wolności. - Emerytury wzrosły przeciętnie od 1990 r. o 12 punktów proc. więcej, niż płace - argumentuje prof. Wiktor Osiatyński (UW).

- Widać wyraźnie, że PiS jest przeciwny redukcji wydatków socjalnych. Obawiam się jednak, że w sytuacji deficytu budżetowego rzędu 8% przyszli rządzący będą musieli ciąć wydatki "na oślep" - ocenia Krzysztof Rybiński.