Skutkiem poniedziałkowej sesji jest wybicie indeksu ponad linię pociągniętą przez 4 szczyty. To górne ograniczenie kanału wzrostowego działało na przestrzeni od listopada do wczoraj. Jest to sygnał aż nazbyt pozytywny. Tak silne zachowanie indeksu każe przypuszczać, że będziemy świadkami dalszych zwyżek, przynajmniej w pierwszej części wtorkowej sesji.

Głównym motorem zwyżki WIG20 było Pekao, które skończyło sesję blisko 5-proc. wzrostem. Drugim walorem, który wpłynął pozytywnie na indeks, był BPH. Skala wzrostu na sesji była ogólnym zaskoczeniem. Dość powiedzieć, że np. Stalexport wzrósł o 22%, a tego typu "wyskoków" było znacznie więcej. Szczególnie silny wzrost miał miejsce na wielu spółkach małych i średnich. Zaczyna to nieco przypominać euforię, kiedy większość graczy przystępuje do zakupów, nie widząc zupełnie ryzyka inwestycyjnego. Takie zachowanie inwestorów sprawia, że wykresy niemal pionowo pną się w górę, a prognozowanie zasięgu ruchu wzrostowego grozi grubą pomyłką. Konsekwencją tego będzie zapewne gwałtowne obsunięcie cen, lecz z jakiego poziomu to nastąpi?

Patrząc na spółki z indeksu, wydaje się, że skoro wzrosło prawie samo Pekao, to nie jest to szeroki rynek. Może się jednak okazać, że na następnych sesjach pójdą w górę inne walory. W gruncie rzeczy jednak lepiej wygląda sytuacja na tych właśnie małych i średnich spółkach, które nie uczestniczyły w lipcowo-sierpniowej hossie ub.r. Żeby odpowiedzieć na pytanie o dalszy ciąg, trzeba rozstrzygnąć dylemat, czy pieniądze, które spowodowały zwyżkę, stanowią długoterminowy kapitał zagraniczny. Wiele wskazuje na to, że tak. Indeks giełdy budapeszteńskiej osiągnął wartość niemal 11 000 pkt, pokonując szczyt z 2000 roku. Równie dobrze zachowuje się giełda w Pradze. Wygląda więc na to, że mamy do czynienia z atakiem kapitału zagranicznego wobec bliskiego wstąpienia do Unii Europejskiej. Zalecałbym jednak zainteresowanie się spółkami spoza WIG20, które mają jeszcze spory potencjał wzrostowy.