W ostatni czwartek rynkiem wstrząsnęły spekulacje, że do przejęcia Deutsche Banku, który w Polsce działa pod szyldem DB24, szykuje się potężna amerykańska instytucja finansowa - Citigroup. Akcje niemieckiego banku zdrożały w ciągu jednej sesji aż o 7,3%, co było najsilniejszą dzienną zwyżką od roku. Wczoraj dziennik "The Wall Street Journal" napisał, że ostatnie transakcje dokonywane przez DB, mające na celu zwiększenie udziału w kluczowych segmentach rynku bankowego, mogą oznaczać próby umocnienia pozycji w obronie przed ewentualnym wrogim przejęciem. Spekulacje na temat fuzji z udziałem DB narosły ze względu na kilka spektakularnych transakcji, które miały miejsce w tej branży w ostatnim czasie. Amerykański bank J.P. Morgan Chase kupił np. na początku br. lokalnego rywala Bank One Corp. za 55,1 mld USD. Trzy miesiące wcześniej Bank of America przejął FleetBoston, co kosztowało go 48 mld USD.
- Takie przejęcie nie jest teraz możliwe. Ewentualny nabywca Deutsche Banku ryzykowałby bowiem utratą pracowników, którzy są "bardzo cennym aktywem" dla banków inwestycyjnych - tłumaczył wczoraj na konferencji prasowej Joseph Ackermann. Podkreślił, że teraz priorytetem dla jego firmy jest skorzystanie na wewnętrznej reorganizacji, która polegała na zwolnieniu ponad 14 tysięcy spośród ponad 70 tysięcy pracowników. Ponadto Deutsche Bank sprzedał też aktywa za 14 mld USD.
- Jesteśmy też gotowi wziąć udział w procesie konsolidacji europejskiego sektora bankowego. Będziemy w stanie samodzielnie znaleźć odpowiedź na ekspansję konkurencji ze Stanów Zjednoczonych - powiedział Ackermann. Jego zdecydowane zaprzeczenie spekulacjom na temat fuzji spowodowało, że akcje Deutsche Banku staniały wczoraj o ponad 4%.
Słowa Ackermanna potwierdził już w ostatni piątek analityk Merrill Lynch - Guy Moszkowski, który w nocie do klientów banku poinformował, że Citigroup na pewno nie będzie się teraz starała o przejęcie banku z Niemiec. Powołał się tu na rozmowy z dyrektorem generalnym Citigroup - Charlesem Princem i dyrektorem finansowym - Toddem Thomsonem.
Większe zarobki