Regulacje dadzą udziałowcom, przede wszystkim dużym inwestorom instytucjonalnym, takim jak fundusze emerytalne i inwestycyjne, możliwość wpływania na wybór władz korporacji. Na przykład SEC ustala próg wotum nieufności dla członka rady dyrektorów na 35% głosów walnego zgromadzenia akcjonariuszy, które należałoby zebrać, aby móc przedstawić nominację kontrkandydata. Wielu zwolenników reform, w tym wpływowa organizacja Institutional Shareholder Services, krytykują ten próg jako zbyt wysoki. Ich zdaniem, udziałowcy powinni mieć dużo większą swobodę przy zgłaszaniu swoich kandydatów do władz spółek.

Projekt napotkał jednak silny sprzeciw dyrektorów największych firm. W prestiżowych gazetach (np. w "Washington Post") ukazały się całostronicowe ogłoszenia atakujące pomysł zwiększenia kompetencji akcjonariuszy. Grupy związane z biznesem twierdzą, że interesy wielkich inwestorów instytucjonalnych nie zawsze pokrywają się ze strategią spółki. Projekt krytykowany jest także za to, że daje zbyt wiele uprawnień władzom federalnym.

Jeśli nowe przepisy wejdą w życie, sprawa może znaleźć finał w sądzie. Dyrektorzy spółek mają na tym polu sukcesy. W 1990 r. organizacja Business Roundtable wygrała pozew, w którym oskarżała SEC o przyznanie zbyt wielu uprawnień akcjonariuszom.

Projekt znajduje się obecnie w fazie publicznych przesłuchań. O tym, że temat jest bardzo gorący, może świadczyć fakt, że podczas konsultacji SEC otrzymała aż 130 tysięcy listów w sprawie nowych regulacji. Projekt popiera przewodniczący SEC William Donaldson, ale pozostali członkowie komisji są podzieleni. Ostateczna wersja nowych przepisów ma być ogłoszona za kilka tygodni.