3. Inwestorzy na rynku kasowym, widząc "atak popytu" i uciekający rynek podłączają się do ruchu.
4. Wyzwala to kolejne transakcje na rynku terminowym, np. stop loss w okolicach jakiegoś oporu.
5. Co prowokuje kolejne transakcje arbitrażowe itp.
6. Cały ten ruch trwa kilka-kilkanaście minut do momentu wyczerpania się kapitału inwestorów aktualnie obserwujących rynek.
7. Następnego dnia komenTego typu sekwencje zdarzeń mają miejsce dość często. Ich pojawianie się i intensywność jest w gruncie rzeczy losowa. A zależy od stanu rynku i od tego, jak duży kapitał stoi za najbardziej nerwowymi inwestorami obserwującymi rynek w danym momencie.
Kiedy arbitrażyści zawierają
transakcje
Odpowiedź jest prosta. Wtedy gdy są rentowne. Wielkość bazy, przy której transakcje stają się rentowne, maleje wraz ze zbliżaniem się terminu wygaśnięcia najbliższej serii kontraktów terminowych. Można wskazać 5 głównych czynników wpływających na rentowność transakcji arbitrażowych:
1. Wysokość realnej bazy. Im większa, tym bardziej można się spodziewać transakcji. Przy okazji można próbować wyodrębnić dwa rodzaje występowania bazy. Chwilowa - np. nagromadzenie zleceń stop loss połączone z jakąś istotną informacją powoduje gwałtowny ruch kontraktów. Rentowność pojawia się na chwilę i arbitrażyści z lepszym refleksem mogą zawrzeć kilka-kilkanaście transakcji w zależności od stanu rynku. Strukturalna - ciągłe utrzymywanie się dużej bazy przez kilka, kilkanaście dni. Arbitrażyści mogą się wyszaleć, a baza i tak się utrzymuje. Ma to zwykle miejsce w momentach istotnych dla rynku (zmiana trendu itp.).
2. Czas pozostały do wygaśnięcia ostatniej serii kontraktów terminowych. Im bliżej, tym baza dająca rentowność może być mniejsza.
3. Wysokość stóp procentowych. Dla większości arbitrażystów punktem odniesienia jest WIBOR. Im stopy wyżej, tym gorzej, bo transakcje są zawierane, gdy ich rentowność jest wyższa od przeciętnej rentowności lokat. Dlatego im stopy wyżej, tym rzadziej zdarza się baza pozwalająca zawrzeć transakcję.
4. Wysokość, na której znajduje się indeks. Im wyżej, tym dla arbitrażysty gorzej. Na przykład 20 pkt bazy to 1,42% od wartości 1400 WIG20, ale od 1700 to już tylko 1,17%.
5. Dni wygaśnięcia FW20. Jeśli w okresie między występowaniem dużej bazy a wygaśnięciem FW20 indeks się nie "pokrył" z pochodnymi, to w ostatniej godzinie ostatniego dnia notowań danej serii FW20 można się spodziewać dużej podaży.
6. Wielkość kapitału zaangażowanego w arbitraż. Zależność oczywista. Im więcej kapitału mają arbitrażyści, tym bardziej inwestorzy powinni brać pod uwagę powyższe czynniki.
Do czego mogą służyć
arbitrażyści
- Arbitrażyści to nie tylko szarpiące indeksem demony, przez które przestają działać systemy inwestycyjne. Ich działalność ma rynku na też swoje zalety.
- Efektywność. Rynek, na którym działają arbitrażyści zaopatrzeni w odpowiednio duże kapitały, staje bardziej efektywny.
- Upłynnianie rynku. Oczywista i najczęściej wymieniana zaleta obecności arbitrażu na rynku. Ma to szczególne znaczenie przy akcjach z drugiej dziesiątki WIG20.
- Wyciąganie indeksu. Duży inwestor chcący wyjść z inwestycji w akcje może na różne sposoby prowokować inwestorów na rynku terminowym, do utworzenia bazy z rentownością. Gdy to mu się udaje, to oddaje akcje arbitrażystom lub ich pieniędzmi wzbudza rynek. Zwiększa się wtedy płynność i można sprzedać więcej akcji. Taki manewr wymaga bardzo ostrożnej kalkulacji i jego skuteczność zależy od stanu rynku.
- Wzbudzanie rynku. Poza samoistnymi ciągami zdarzeń mogą mieć miejsce różne próby celowego wzbudzania rynku.
- Test rynku. Transakcje arbitrażowe są dobrym testem stanu rynku. Bo jeśli po wzbudzeniu rynek nie ma siły i opada w okolice poprzednich poziomów, to pozycje długie stają się ryzykowne. Odwrotnie, jeśli arbitrażyści masowo zamykają pozycje, a rynek nie spada lub nawet rośnie, jest to spory argument za podjęciem decyzji o transakcji.
Rozwiązanie problemu
arbitrażystów
Jeśli sprowadzimy problem działalności arbitrażystów do chwilowego windowania indeksu i wszystkimi tego konsekwencjami, to najlepszym sposobem wydaje się zmiana algorytmu liczącego WIG20. A swoją drogą, to smutne, aby na poważnym zdawałoby się rynku można było szarpnąć indeksem o 1% kwotą rzędu tysiąca kilkuset złotych. Pomijając wszystkie sprawy formalno-historyczno-emocjonalne związane z ewentualną zmianą sposobu liczenia WIG20, wydaje się, że jest to najlepszy sposób nie tylko na transakcje koszykowe, ale i na najróżniejszej maści "jednoakcyjnych kiwaczy". Na wykresie przedstawiłem dwa sposoby liczenia WIG20. Jeden giełdowy, drugi własnego pomysłu. Pomysł, oczywiście, nie polegał na zastosowaniu jakiejkolwiek średniej dotychczas publikowanego indeksu. W trakcie "używania" nowego WIG20 dało się zauważyć jego następujące cechy:
- niewrażliwość na transakcje koszykowe,
- brak reakcji na próby podbijania kilkoma transakcjami po 1 akcji,
- spokojny, stabilny przebieg i w związku z tym dobra "współpraca" z systemami inwestycyjnymi.
Jako że operujemy tutaj na tikach, powyższe cechy mają znaczenie dla daytraderów i inwestorów podejmujących decyzje kompulsywnie. Przy wydłużeniu horyzontu inwestycyjnego sposób liczenia WIG20 ma mniejsze znaczenie.
Podsumowanie
Arbitrażyści nie są jakimiś deus ex machina, których można oskarżać o "dziwaczne zachowanie rynku". Zawierają transakcje tylko wtedy, gdy umożliwiają im to inwestorzy z rynku terminowego. A w związku z tym ich wpływ na rynek jest tylko pochodną (nomen omen) stanu rynku futures. Poza tym wielokrotnie słychać było polifonię głosów na temat niedojrzałości naszego rynku, skoro toleruje kilkudziesięciopunktową bazę. A teraz, gdy jest trochę lepiej pod tym względem, arbitrażyści są źródłem m.in. załamywania się systemów transakcyjnych i skarg słanych do KPWiG.