Podczas wczorajszego spotkania w Pekinie z nowym ministrem handlu Chin Bo Xilaim, Pascal Lamy próbował rozwiać chińskie obawy dotyczące rozszerzenia Wspólnoty. Jak zapewniła jego rzecznik prasowa, komisarz tłumaczył, że przyjęcie do UE dziesięciu nowych członków oznacza dla Chin nowe rynki i 100 mln nowych konsumentów. Przekonywał, że po 1 maja w krajach Dziesiątki spadną cła.
Chińczycy twierdzą, że po rozszerzeniu nowi członkowie będą musieli zerwać zawarte z nimi bilateralne porozumienia. Boją się, że niektóre chińskie produkty, sprzedawane obecnie w państwach Dziesiątki bez ograniczeń, zostaną objęte unijnymi kwotami importowymi. Niedawno jedna z chińskich gazet doniosła, że rząd będzie zabiegać o zwiększenie tych limitów bądź obniżkę unijnych ceł. Wczoraj najprawdopodobniej Chiny zaprezentowały te żądania.
Chiny chcą ponadto uzyskać od UE status gospodarki w pełni rynkowej. Przede wszystkim po to, by mieć argument obronny przy oskarżeniach o dumping, czyli sprzedaż produktów poniżej kosztów wytworzenia. UE musi jednak się upewnić, że o cenach i kosztach w tym kraju decydują siły rynkowe, a nie państwo. - Poprosiliśmy o sporą liczbę informacji. Dostarczali nam je stopniowo i w kawałkach, i musimy sobie z tym poradzić - mówi Aranzha Gonzalez, rzecznik Lamy?ego. Jej zdaniem, wypełnienie chińskich żądań w tym zakresie jest obecnie kwestią techniczną, a nie polityczną.
Szefowie handlu UE i Chin rozmawiali wczoraj również o kolejnej rundzie negocjacji w Światowej Organizacji Handlu. Chiny są drugim po USA partnerem handlowym UE.
AFP