Zgodnie z amerykańską metodologią, przeniesienie przez amerykańską spółkę miejsc pracy do takich krajów, jak Indie czy Uganda, uważane jest za import usług. Pracę w USA dla zagranicznych pracodawców klasyfikuje się w rubryce "eksport".
W ubiegłym roku wartość eksportu miejsc pracy oraz usług w takich dziedzinach, jak programowanie komputerów, bankowość i konsulting wyniosła 131 miliardów dolarów, o 8,4 mld USD więcej niż rok wcześniej. Tymczasem wartość importu, czyli zagranicznego outsourcingu usług z USA, wyniosła w 2003 r. 77,02 mld USD (wzrost o 7,9 mld USD).
Opublikowane przez Departament Handlu liczby odbierają argument zwolenników ustawowego ograniczenia procesu ucieczki miejsc pracy za granicę, która dla tak zwanych "white collars", czyli różnego rodzaju profesjonalistów, stała się gorącym tematem tegorocznej kampanii wyborczej. Wobec kryzysu na rynku zatrudnienia, w Kongresie USA pojawiły się projekty wprowadzenia zmian prawnych, ograniczających zagraniczny outsourcing. Także senator John Kerry, kandydat demokratów na prezydenta, opowiada się za wprowadzeniem wielu obostrzeń, między innymi za wprowadzeniem wymogu zobowiązującego spółki telekomunikacyjne do informowania o tym, że część usług wykonywana jest w centralach zagranicznych.
Według "The Wall Street Journal", taka strategia może się okazać zdradliwa. Ewentualne restrykcje mogą sprowokować podobne działania ze strony partnerów handlowych USA, a amerykańskie firmy miałyby dużo więcej do stracenia.