Wkrótce wiosna. Świadczą o tym coraz dobitniej przebłyski słońca za oknem, rosnąca temperatura, weselszy śpiew ptaków i (sam widziałem!) pierwsze kwiaty, rozkwitające nieśmiało w warszawskich Łazienkach. Na ocieplenie czekamy wszyscy z niecierpliwością, znużeni przedłużającym się okresem marazmu i apatii, licząc na pozytywne zmiany nie tylko w sferze zjawisk meteorologicznych, ale również w gospodarce, na scenie politycznej, w naszych własnych domowych budżetach. Na szczęście wygląda na to, że ożywienie w polskiej gospodarce pojawiło się znacznie wcześniej i znacznie wyraźniej niż odwilż na ulicach Warszawy.
Już od dłuższego czasu napływające dane statystyczne sugerowały, że w polskim przemyśle coś ruszyło. Od połowy ubiegłego roku roczne tempo wzrostu produkcji w przemyśle utrzymuje się prawie nieprzerwanie na poziomie dwucyfrowym. Towarzyszy temu niemal równie dynamiczny wzrost obrotów eksportu i poprawa wyników finansowych firm. Tempo wzrostu gospodarczego wzrosło do prawie 5%, czyli poziomu, o jakim do niedawna wspominano zaledwie w optymistycznych rządowych prognozach. Nie ulega wątpliwości, że okres stagnacji polska gospodarka ma już dawno za sobą. Obiektywnie rzecz biorąc - jest lepiej. Problem jednak w tym, że nie znajduje to odzwierciedlenia w nastrojach społecznych. Wygląda na to, że w powszechnym mniemaniu tkwimy nadal w samym środku ekonomicznej zapaści, a z poprawiających się wskaźników nie cieszy się nikt oprócz wąskiej garstki statystyków i ekonomistów. Jest to o tyle ciekawe, że wbrew ponurym nastrojom tempo wzrostu konsumpcji prywatnej nie tylko utrzymuje się na przyzwoitym poziomie, ale systematycznie wzrasta od kilku kwartałów, stanowiąc istotny element składowy przyspieszającej dynamiki PKB. A zatem przeciętnemu Kowalskiemu również jest lepiej, co znajduje odzwierciedlenie w jego faktycznych decyzjach ekonomicznych.
Oczywiście, pesymizm gospodarstw domowych ma swoje źródła, wśród których najistotniejszym jest z pewnością brak widocznego ożywienia na rynku pracy (objawiający się spadającym wciąż rejestrowanym zatrudnieniem w sektorze przedsiębiorstw oraz wysokim bezrobociem). Faktem jest jednak, że pomimo opóźnienia w reakcji rynku pracy na ożywienie gospodarcze, dochody do dyspozycji gospodarstw domowych poprawiają się systematycznie z kwartału na kwartał. Sytuacja w tym zakresie może się jeszcze wyraźniej zmienić na lepsze już w najbliższych kwartałach, czego zapowiedzią wydają się ostatnie dane GUS nt. płac w przedsiębiorstwach. W lutym przeciętne wynagrodzenie zwiększyło się o 6,4% wobec odpowiedniego miesiąca ubiegłego roku, co - nawet przy równoczesnym spadku zatrudnienia o 1,5% - spowodowało nagły wzrost realnego funduszu płac o 3% rok do roku. Taki wzrost płac może dziwić w warunkach bezrobocia przekraczającego 20%. Jednak wydaje się, że dane te są zapowiedzą poprawy na rynku pracy, której świadkami możemy być w najbliższych miesiącach. Polskie przedsiębiorstwa najwyraźniej dochodzą do granicy wykorzystania obecnych mocy wytwórczych i dalsze zwiększanie rozmiarów produkcji wymagało będzie zarówno poniesienia nakładów kapitałowych (wzrost inwestycji), jak i ponownego pojawienia się popytu na pracę. Liczymy na to, biorąc pod uwagę, że prognozy popytu zagranicznego nadal są bardzo pozytywne. Wiosna może więc przynieść wyraźną poprawę nie tylko warunków atmosferycznych, ale również nastrojów gospodarstw domowych... o ile cieniem na tym scenariuszu nie położy się nadal nierozstrzygnięta batalia o naprawę finansów publicznych i/lub narastająca niestabilność polityczna.