Wczorajsze notowania miały wiele cech charakterystycznych dla sesji przystankowej (niskie obroty, niewielkie wahania cen w trakcie notowań, zmiany procentowe najważniejszych spółek nie przekraczające jednego procenta). Ponieważ finisz zeszłego tygodnia przyniósł przejęcie kontroli nad rynkiem przez podaż, można się spodziewać pogłębienia tej tendencji na kolejnych sesjach. Sprzyja temu zachowanie rynków zachodnich, które w reakcji na niepewną sytuację geopolityczną na świecie wybiły się z kilkudniowych konsolidacji, co można interpretować jako początek kolejnej fali spadkowej. A że w większości przypadków (DAX, S&P500, DJIA) w trakcie ostatnich kilkunastu sesji doszło do złamania długoterminowych trendów wzrostowych, sygnały te można uznać za wysoce wiarygodne.

Na tle 2-3-proc. spadków na Zachodzie GPW i giełda w Budapeszcie wyglądały na oazy spokoju. Ale przeświadczenie o sile naszego regionu jest moim zdaniem błędne, o czym świadczy między innymi korekcyjny poziom obrotów.

Spodziewam się przyspieszenia zniżki na najbliższych sesjach. Nasileniu podaży sprzyja strach rynków zachodnich przed nasileniem akcji terrorystycznych w odwecie za zabójstwo duchowego przywódcy Hamasu i zamrożeniem inicjatyw pokojowych na Bliskim Wschodzie. Kolejne zawirowania na polskiej scenie politycznej (możliwe odejście z SLD frakcji Borowskiego), osłabiające polską pozycję negocjacyjną przed unijną dyskusją na temat konstytucji, zwiększają również prawdopodobieństwo przedterminowych wyborów w Polsce. Rynek takich zdarzeń nie zwykł ignorować. Warto również odnotować negatywne sygnały płynące z sektorów spółek mniejszych i średnich, które były siłą napędową 10-miesięcznej hossy w Warszawie. Powyższe czynniki zwiększają ryzyko inwestycyjne na GPW w najbliższych tygodniach i moim zdaniem doprowadzą do pogłębienia spadków w okolice 1660 lub nawet 1600 punktów na WIG20.

Unikaj:

Bank Austria - poniedziałkowa sesja zmieniła trend średnioterminowy.