Przychody Artmana wyniosły w ubiegłym roku 86,9 mln zł, o ponad 30% więcej niż rok wcześniej. Spadł natomiast zysk netto. Artman zarobił 1,8 mln zł, o 1,3 mln zł mniej niż w 2002 r. Powodem jest m.in. amortyzacja, która wzrosła z 1,9 mln zł w 2002 r. do 3 mln zł w roku ubiegłym. - To efekt wzmożonych inwestycji. Otworzyliśmy nowe sklepy - powiedział Grzegorz Koterwa, dyrektor finansowy Artmana.

W ubiegłym roku liczba sklepów własnych spółki wzrosła z 11 do 25, natomiast franczyzowych zwiększyła się z 8 do 24. Artman poniósł też znaczne koszty związane z rebrandingiem. W ubiegłym roku zarząd podjął decyzję, że swoje produkty firma zaoferuje młodszym klientom. Grupa docelowa została zawężona, a nazwę marki zmieniono ostatecznie na House.

Większość produkcji (70%) pochodzi z Chin. Reszta z Indii, Turcji i Polski. Firma za ubrania głównie płaci w dolarach. - To dobrze wpłynęło na wyniki spółki - powiedział G. Koterwa. - Z drugiej strony silne euro powiększyło nasze koszty. Artman w tej walucie rozlicza się za czynsze - dodał.

Artman nadal chce rozbudowywać sieć. Na ten cel spółka przeznaczy pieniądze pozyskane na giełdzie. Liczy, że uda się jej wyemitować akcje za 35-40 mln zł. Zarząd nie ujawnia na razie, o ile zostanie podwyższony kapitał. Zapewnia tylko, że dotychczasowi akcjonariusze zachowają kontrolę nad spółką.

Za środki z oferty publicznej ma powstać 15 sklepów. Do końca 2006 r. ich liczba ma wzrosnąć do 80 własnych i 84 franczyzowych. Zarząd firmy zdaje sobie jednak sprawę, że Polski rynek jest ograniczony. - Myślimy o ekspansji do naszych sąsiadów, szczególnie na Wschód i Południe. Nie wykluczamy jednak otwierania w przyszłości sklepów w innych regionach świata - stwierdził Krzysztof Bajołek, prezes Artmana.