W piątek przed południem nasza waluta mocno traciła na wartości. W ciągu dnia kurs euro wzrósł do 4,78 zł, z 4,74 zł w porannym handlu. Nie pomogła nawet sprzedaż walut przez Ministerstwo Finansów.

Po południu trend się odwrócił. Pod koniec dnia euro kosztowało 7,47 zł, czyli mniej więcej tyle samo, ile na otwarciu rynku. Ale dealerzy nie wiążą tego z "interwencją" MF, tylko zamykaniem pozycji przez banki.

Co wydarzy się na rynku w przyszłym tygodniu? Specjaliści niechętnie wypowiadają się na ten temat. - Możliwych scenariuszy rozwoju sytuacji politycznej jest wiele. Nie wiemy, czy premier Miller poda się do dymisji, kiedy to zrobi i kto będzie jego następcą - wylicza Robert Kęsicki, dealer z Kredyt Banku. - Dlatego trudno przewidzieć, jaka będzie reakcja rynku - dodaje.

Według Tomasza Chmielarskiego, dealera z BRE, złoty straci na wartości. - Nie wiadomo, jaki będzie los planu Hausnera po zmianach politycznych. Coraz bardziej prawdopodobne jest, że dług publiczny przekroczy w tym roku poziom 55% PKB - mówi. Jego zdaniem, w najbliższych dniach cena euro wzrośnie do 4,8 zł. Jeszcze większym pesymistą jest Lars Christensen, analityk z Danske Banku. Prognozuje, że z powodu zawirowań politycznych euro umocni się do 4,9 zł.

Według R. Kęsickiego, MF będzie chciało powstrzymać przecenę złotego, sprzedając dalej waluty. Wiceminister Ryszard Michalski zapowiadał wcześniej, że do końca marca resort wymieni ok. 750 mln euro.