Reklama

Śmieciowa hossa

Wśród specjalistów panuje przekonanie, że ochrona środowiska kosztuje. Głównie sięga się do kieszeni tych, którzy produkują śmieci, czyli zwykłych Kowalskich i przemysłu. Okazuje się jednak, że wiele firm czerpie całkiem niezłe zyski z ochrony środowiska. Sprzyja temu pakiet ustaw, które weszły w życie na początku 2002 r.

Publikacja: 27.03.2004 09:04

Rynek surowców wtórnych przeżywa obecnie rozkwit. Hossa zaczęła się w ubiegłym roku. Powstało bardzo dużo nowych firm zajmujących się recyklingiem m.in. tworzyw sztucznych, szkła, puszek aluminiowych itp.

Na początku 2002 r. w życie wszedł pakiet ustaw dotyczący odpadów. Każda firma, która produkuje, importuje lub w innej formie wprowadza na rynek produkty w opakowaniach, powinna ich część odzyskać. W przeciwnym razie musi dokonać opłaty produktowej, która jest formą kary. Jej wysokość zależy głównie od uciążliwości danego opakowania dla środowiska.

Obowiązek wprowadzenia takich rozwiązań prawnych narzuciły dyrektywy Unii Europejskiej, gdzie takie przepisy obowiązują od dawna. Przedsiębiorcy wolą zorganizować odzysk, niż ponosić koszty związane z opłatą produktową. Zazwyczaj nie zajmują się tym same. Zlecają to innym firmom. Właśnie dlatego w ostatnim czasie znacznie wzrosło zainteresowanie rynkiem surowców wtórnych. Jednocześnie jest to wywołane "modą" związaną z ochroną środowiska, która przyszła do nas właśnie z Unii.

Odzysk surowców wtórnych znany jest jednak od czasów głębokiego socjalizmu. Hasła propagandowe zachęcały do oddawania złomu czy makulatury. Okazuje się, że w przypadku tego pierwszego surowca prawdziwe zapotrzebowanie dopiero się zaczyna.

Złom na wagę złota

Reklama
Reklama

Tona złomu zastępuje około 1,5 tony rudy żelaza. Pozwala znacznie skrócić proces produkcji, a także zaoszczędzić dużo energii. Dodatkowo, przerób złomu jest dużo mniej szkodliwy dla środowiska. Dlatego też już dzisiaj huty coraz chętniej kupują ten surowiec.

Sprzyja temu wiele czynników. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej możliwy będzie np. handel emisjami zanieczyszczeń. Mniejsza emisja od przyznanego limitu umożliwi zakładom takim jak huty odsprzedaż różnicy tym firmom, które limity przekroczyły. Przemysłowi złomowemu będzie sprzyjać także polepszająca się kondycja polskich hut.

- Jeszcze w ubiegłym roku rozliczaliśmy się z hutami kompensacyjnie, tzn. za złom otrzymywaliśmy stal - twierdzi Przemysław Sztuczkowski, prezes Złomreksu, spółki, która wybiera się na giełdę. - Teraz, kiedy do polskich hut weszli inwestorzy zagraniczni, firmy te odzyskały płynność finansową. Jest normalny handel. Za złom dostajemy gotówkę - dodaje. P. Sztuczkowski twierdzi, że jego firma jest liderem na krajowym rynku złomu. Może w tym roku przerobić 1 mln ton surowca. To znaczna część rynku szacowanego na 5,4 mln ton.

Ceny złomu osiągają obecnie niespotykane w historii hutnictwa poziomy. Dochodzą do 1 tys. zł za tonę. Prezes Złomreksu twierdzi, że jego firma uzyskuje marżę brutto na tonie od 2 do 10%. - Ceny są nienaturalnie wysokie. Obniżamy je jednak od kwietnia o 200 zł - mówi. Wysokie ceny złomu spowodowane są ogromnym zapotrzebowaniem na stal ze strony gospodarki chińskiej, która pochłania około 25% światowej produkcji stali. Na ceny złomu w Polsce wpływa także wysoki kurs euro - waluty, w której część firm się rozlicza. Eksport złomu wynosi od 1,5 mln do 2 mln ton rocznie. Trafia do europejskich, amerykańskich, a ostatnio w znacznym stopniu chińskich hut. Tam po prostu ceny są o kilkadziesiąt procent wyższe.

Do pewnego czasu polskie huty radziły sobie z tym problemem, importując złom m.in. z byłych krajów ZSRR. Tam surowiec jest najtańszy na świecie. Jednak władze Ukrainy stwierdziły, że tracą zbyt duże ilości złomu i obłożyły go cłem eksportowym. W ubiegłym roku wynosiło 30 euro za tonę. Mimo to wysokie ceny na rynkach światowych nadal zachęcają do zakupu złomu w tych krajach. Z zapowiedzi P. Sztuczkowskiego wynika, że dla branży nadchodzą bardzo dobre czasy. - Spodziewam się, że dobra koniunktura potrwa 5-7 lat - mówi.Dość niespotykany sposób na odzysk złomu znalazła firma Slag Recykling. Odzyskuje złom stalowy z hałdy, która powstała przy Hucie im. T. Sendzimira.

Samochodowy recykling

Reklama
Reklama

W niedalekiej przyszłości można spodziewać się wzrostu liczby złomowanych aut. Właśnie powstaje ustawa dotycząca recyklingu pojazdów. Wiąże się to, oczywiście, z wymaganiami UE. Jedną z propozycji jest wprowadzenie dla importerów i producentów opłaty złomowej od każdego wprowadzonego na rynek pojazdu. Ponadto Polska będzie zobligowana do recyklingu określonej liczby pojazdów. Przewiduje się, że aby recykling aut się opłacał, to przy zachowaniu wszystkich norm dotyczących ochrony środowiska, recykler będzie musiał "przerobić" około 10 samochodów dziennie. To oznacza, że przy obecnej liczbie aut jeżdżących po drogach i wycofywanych z eksploatacji w Polsce mogłoby istnieć do 100 takich firm. Tymczasem jest ich więcej i część z nich działa na granicy przepisów. Znane są przypadki, kiedy rozbiórka samochodów odbywa się bez respektowania jakichkolwiek norm bezpieczeństwa.

Mało znany w Polsce jest jeszcze recykling akumulatorów. Kupując nowy, należy wnieść dodatkową opłatę, jeżeli nie oddaje się starego. Okazuje się, że małe sklepy często nie respektują tych przepisów. Powoduje to, że bardzo niebezpieczne dla środowiska akumulatory lądują w lesie, a w najlepszym wypadku na wysypisku. Wykorzystują to drobni handlarze i skupują akumulatory, a następnie sprzedają potentatowi w tej branży - firmie Orzeł Biały - zajmującej się recyklingiem. Firma płaci około 30 gr za kg (akumulator waży 10-15 kg). Odzyskuje m.in.. ołów, który potem odsprzedaje do hut.

Puszki jak w Europie

Bardzo popularny jest też obrót złomem metali kolorowych, np. miedzi i aluminium. Rocznie powstaje około 40 tys. ton odpadów po puszkach aluminiowych. Mimo że stanowią zaledwie ok. 1,5% masy odpadów opakowaniowych, na rynku rozgrywa się walka o ten surowiec. Już ponad tysiąc punktów w całym kraju zajmuje się skupem puszek. Wciąż powstają kolejne. Wysoka cena, w porównaniu z innymi surowcami wtórnymi (średnie detaliczne ceny w 2003 r. wyniosły 3 zł/kg złomu puszkowego), jest podstawowym motorem ich zbiórki i odzysku. W 2003 r. z odzysku złomu pochodziło 43% nowych puszek. Umocniła się więc pozycja aluminiowych puszek jako najlepiej odzyskiwanego opakowania w kraju, osiągając jednocześnie poziom średniej europejskiej.

Z innych złomów kolorowych triumfy święci miedź. Ceny dochodzą nawet do 9 tys. zł za tonę. Związane jest to - podobnie jak w przypadku złomu stali - z rekordowymi cenami miedzi na światowych giełdach (około 3 tys. USD za tonę). Popularność tego surowca potwierdza fala kradzieży, która miała miejsce w ostatnim czasie. Właśnie kradzieże i częste naloty policji na firmy zajmujące się skupem, spowodowały, że spółka Stalmet - jeden z większych hurtowników złomu miedzi (rocznie obraca około 10 tys. ton) - zaczyna coraz bardziej interesować się tworzywami sztucznymi.

Ciuchy z plastikowych butelek

Reklama
Reklama

- Skup odpadów tworzyw jest dla nas priorytetem - mówi jeden z pracowników firmy Stalmet. - Teraz na tym można zbić fortunę - dodaje. Te słowa potwierdzają wielkie zainteresowanie tworzywami takimi jak folie i butelki PET (politereftalan etylenu). Zainteresował się nimi sam Roman Karkosik. Jego spółka Elana produkuje z półproduktu PET włókna, z których powstaje odzież, a konkretnie polary. Recyklingiem butelek zajmuje się spółka zależna od Elany, Elana PET. Zakład może przerobić 400 ton butelek miesięcznie.

Firmy płacą za wstępnie przygotowane butelki do odzysku około 400-500 zł za tonę. Po przetworzeniu na regranulat, płatki czy inny półprodukt mogą otrzymać 3-4 razy więcej.

Butelki przed recyklingiem muszą być sprasowane i oczyszczone. Ponadto nie powinny zawierać nakrętek. Im lepiej towar spełnia normy, tym większa jego cena. Tak robi firma PMP Recykl z Ostrowca Świętokrzyskiego. Jej pracownicy wyszukują butelki m.in. na wysypisku śmieci, następnie PET-y są myte i belowane. Później trafiają do odbiorców takich jak np. Elana PET.

W Polsce powstaje rocznie około 0,5 mln ton opakowań z tworzyw sztucznych. W 2007 r. co czwarta butelka będzie musiała być poddana recyklingowi. Podobnie jak w przypadku innych opakowań istnieje obowiązek płacenia opłaty produktowej, jeżeli nie będzie zachowany należyty poziom odzysku. Wynosi ona 2,56 zł/kg. Jest wysoka, ponieważ tworzywa sztuczne są najbardziej uciążliwe dla środowiska. Butelka PET rozkłada się około 500 lat.

Opony na bieżnię lub do pieca

Reklama
Reklama

Podobnie jak w przypadku opakowań, firmy produkujące opony muszą część odzyskać i poddać recyklingowi. W tym roku obowiązek recyklingu ma wynieść 6%, a do 2007 r. ma wzrosnąć do 15%. ABC Recykling wprowadziło na polskim rynku nowatorski sposób recyklingu zużytych opon. Firma odbiera surowiec od przedsiębiorstw i przerabia go na granulat, który może zostać wykorzystany np. przy budowie bieżni na stadionach. Ceny granulatu wahają się od 110 do 150 euro za tonę. Głównymi odbiorcami są kraje Europy Zachodniej. Oprócz tego spółka odzyskuje złom, ponieważ opony zawierają stalowe druty. Możliwości produkcyjne zakładu pozwalają na przerób 15 tys. ton opon rocznie. W tej chwili firma nie wykorzystuje ich w pełni. Okazuje się, że przedsiębiorcy nadal wolą spalać opony. Taką usługę świadczy cementownia Górażdże - opony są spalane i przetwarzane na energię w piecach cementowych. W krajach rozwiniętych jest to jednak ostateczność.

Moda na szkło

Możliwości przerobowych nie wykorzystuje w pełni także firma Recyklig Centrum, zajmująca się przetwarzaniem szkła na potrzeby m.in. huty w Jarosławiu. Stłuczkę szklaną pozyskuje z butelek, słoików itp. (nie nadaje się na nią np. szkło okienne). Zgodnie z przepisami huty są zobligowane do jej wykorzystania w produkcji. Firmy recyklingowe płacą od 40 do 120 zł za tonę stłuczki w zależności od koloru. Poddają ją oczyszczeniu i przekazują hutom. Najdroższa jest bezbarwna, ponieważ daje największe możliwości przerobu.

Najbardziej opłaca się produkować szkło z wapnia, piasku itp., a nie ze stłuczki. - Jest bardzo duża konkurencja na rynku tradycyjnych surowców, dlatego ich ceny są niższe niż stłuczki szklanej - mówi Zygmunt Lela z Recykling Centrum. Okazuje się jednak, że popyt na stłuczkę jest większy niż jej podaż - Nasza firma przerabia około 50 tys. ton tego surowca rocznie, a potrzeby są kilkakrotnie większe - uzupełnia Z. Lela. Wynika to z wymagań stawianych przez firmy kupujące opakowania. - W Polsce wśród konsumentów coraz bardziej wzrasta świadomość dotycząca ochrony środowiska. Coraz częściej mamy do czynienia z sytuacją, kiedy klient rezygnuje z towaru, który nie pochodzi z recyklingu - dodaje. W Polsce powstaje 900 tys. ton opakowań ze szkła, z czego około 200 tys. trzeba odzyskać.

Trudny rynek makulatury

Reklama
Reklama

Kolejnym cennym na rynku surowcem wtórnym jest makulatura. W Polsce powstaje jej około 500 tys. ton rocznie. Udaje się odzyskać połowę.

Janusz Brzeski, prezes Świecia Recykling, twierdzi, że bardzo trudno jest prognozować przyszłość tego rynku. - Miejmy nadzieję, że w końcu powstanie ustawa dotycząca pozyskiwania makulatury. Dzięki temu, firmom zajmującym się recyklingiem ułatwi przerób tego surowca. Na polskim rynku działa wiele spółek, które zajmują się recyklingiem, a nie mają na to pozwolenia. To trzeba zmienić - mówi. Chodzi np. o małe podmioty produkujące papier toaletowy. J. Brzeski uważa, że ceny makulatury są zależne w dużej mierze od technologii. - Załóżmy, że jakiś duży zakład zaprzestaje produkcji z powodów technicznych. Nie skupuje makulatury. Po przestoju uruchamia produkcję i chce uzupełnić braki surowca. Wtedy generuje duży strumień gotówki i ceny makulatury rosną - zauważa.

Na makulaturze zarabiają nie tylko recyklerzy. Firma Stalmet płaci małym dostawcom 150 zł za tonę tego surowca. Ceny na hurtowym rynku wahają się od 250 do 350 zł za tonę w zależności od jakości. Podobnie jest w przypadku firmy Sinoma, działającej w południowej Polsce. Jej miesięczny obrót wynosi od 1 tys. do 1,4 tys ton makulatury.

Zaczyna brakować oleju...

przepracowanego

Reklama
Reklama

Zgodnie z obowiązującym prawem pod koniec lat 90. rafinerie, które przy produkcji tony oleju napędowego użyły 10% komponentów pochodzących z oleju przepracowanego, mogły go sprzedać bez odprowadzania podatku akcyzowego. Potem się to zmieniło. Płaciły akcyzę, ale niższą. Trwało to trzy lata - do 2001 r. Firmy zarabiały na różnicy cen - olej opałowy był wówczas tańszy od przepracowanego, którego cena mocno wzrosła z powodu korzystnych dla rafinerii rozwiązań podatkowych.

Ryszard Cygan, prezes Organizacji Odzysku związanej z rafineriami z grupy Orlen, obawia się, że "przekręty na oleju przepracowanym" znów mogą się powtórzyć. Do 2007 r. odzysk tego surowca ma wzrosnąć do 50%, tymczasem już w tym roku może go zabraknąć (powinno się odzyskać 37%). Mała podaż jest spowodowana m.in. źle zorganizowaną zbiórką. - O to powinien zadbać ustawodawca, skoro wydaje takie przepisy. Obawiam się, że olej przepracowany może zdrożeć, a przez to będzie sztucznie produkowany np. przez mieszanie go z olejem opałowym - twierdzi R. Cygan. Opłata produktowa wynosi 2 tys. zł za tonę i raczej nikomu nie opłaca się jej ponosić. Dla porównania, olej opałowy kosztuje około 800 zł za tonę. Szacuje się, że około 800-850 tys. ton olejów świeżych - smarowych zostało wprowadzone na rynek w ubiegłym roku.

We Francji, która ma znacznie lepiej rozwiniętą zbiórkę niż w Polsce, odzysk wynosi 35-40%. Jednak w żadnym z krajów UE nie ma określonych ilości, jakie muszą odzyskiwać producenci.

Oleju przepracowanego zaczyna brakować także z powodu mniejszego zużycia przez konsumentów. To wynika z lepszych technologii silnikowych i lepszej jakości olejów. R. Cygan jest zaniepokojony, że jego firma musi płacić za olej jednostkom, które go wytwarzają, czyli np. warsztatom. - Dochodzi do takich ewenementów, że ogłaszane są przetargi na olej przepracowany - mówi R. Cygan. - W normalnych krajach olej przepracowany oddawany jest za darmo - dodaje. Cena tony oleju wynosi ok. 150-500 zł, a całkowity koszt odzysku to 700 zł.

Wysypisko czy zbiórka?

W Polsce wciąż bardzo słabo rozwinięta jest wstępna segregacja odpadów. Wytwórca śmieci musi zapłacić kilkanaście złotych za tonę, jeśli surowce, które można odzyskać, trafią na wysypiska. Jest to tzw. opłata środowiskowa.

Wysypiska zarabiają na przyjmowanych śmieciach. Pobierają nawet do 100 zł za tonę. Ich wielkość jest jednak ograniczona. Alternatywą są sortownie, ale np. w Warszawie funkcjonuje tylko jedna. Szansą na zmianę tej sytuacji są pieniądze, które oferuje Unia Europejska. Po 1 maja nasz kraj w ramach funduszy strukturalnych (wyrównują różnice między regionami UE) będzie mógł pozyskać 2 mld euro. Te pieniądze mogą być przeznaczone na budowę oczyszczali ścieków, sortowni śmieci i organizowanie selektywnej zbiórki. Ta ostatnia bardzo dobrze rozwinięta jest w Niemczech. Problemem może być jednak ignorancja ze strony konsumentów. Doświadczenia firm ustawiających pojemniki na papier, szkło itp. pokazują, że w znacznym stopniu wrzucane są tam inne odpady.

Ministerstwo Ochrony Środowiska w pewien sposób może wpłynąć na zmianę takich zachowań. Planuje się podwyższenie opłaty środowiskowej. Ma wzrosnąć w ciągu kilku lat nawet do 200 zł. Tak zresztą jest w UE. Tam jest kilkanaście razy wyższa niż obecnie w Polsce. Jakub Tyczkowski, dyrektor do spraw odzysku firmy Rekopol szacuje, że teraz trzy-czteroosobowa rodzina płaci 200-300 zł rocznie za wywóz śmieci. Obroną przed rosnącymi cenami wywozu odpadów jest ich segregacja. Około połowy wszystkich odpadów to surowce wtórne. Znaczna ich ilość trafia na wysypiska. Firmy odbierające odpady zacierają ręce. Odzysk będzie musiał rosnąć - twierdzą znawcy tematu. Najwięcej zarobią na tym pośrednicy (skupy) i recyklerzy.

Organizacje odzysku w Polsce

Konsorcja producentów, importerów, a także sieci handlowych, których łączna powierzchnia przekracza 5 tys. mkw., tworzą organizacje odzysku.

Pobierają opłatę od producenta za odzysk, a następnie przekazują te pieniądze firmom zajmującym się skupem lub gminom prowadzącym selektywną zbiórkę. Odzyskany surowiec zapisywany jest na konto firm mających udziały w organizacjach odzysku, dzięki czemu nie muszą wnosić opłaty produktowej. Okazuje się, że część z organizacji zarabia, choć z natury ich działalność jest non-profit.

W tej chwili trwa prawdziwa wojna na rynku organizacji odzysku. Niektóre źródła podają, że takich organizacji jest w Polsce 30. Inne, że nawet 50. Udziały w jednej z organizacji odzysku ma Świecie Recykling. - U nas jest zdecydowanie za dużo takich instytucji. Powinny wystarczyć dwie, tak jak jest np. w Niemczech. Ideą tworzenia organizacji był odzysk wynikający z ustawy. Stało się jednak tak, że te firmy powstają tylko dla profitów - powiedział Janusz Brzeski.

Odpady w Polsce

W Polsce w 2003 r. powstało ponad 140 mln ton odpadów, z czego zdecydowaną większość stanowiły odpady przemysłowe - 125,5 mln.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama