Niezwykle trudno rozstrzygnąć, czy obecne powolne wzrosty indeksu to objaw siły rynku, czy tylko umiejętne zagranie większych inwestorów, mające na celu wciągnięcie do gry szerszego grona graczy i oddanie im nadal dosyć drogich akcji.

Najlepszym tego przykładem jest wczorajsza sesja z niskim obrotem, z której jakby zrezygnowali nawet spekulanci, przez co niemal cały dzień doskwierała nam senna atmosfera. Niewielka zwyżka wartości indeksu (przy nieznacznych spadkach na giełdach zachodnich) pozwoliła na utrzymanie się ponad wzrostową linią trendu. Czy jednak na długo? Zaczynam mieć obawy, że okres dyskontowania naszego wstąpienia do Unii Europejskiej dobiega końca, a sama akcesja przyniesie spadki, które mogą potrwać do końca wakacji. To założenia czysto hipotetyczne, ale średnioterminowy wzrost powoli dobiega końca i czas na poważniejszą korektę. Od strony fundamentalnej mogłyby temu "przeszkodzić" trwale polepszające się wyniki finansowe przedsiębiorstw.

Technicznie sytuacja indeksu jest niejednoznaczna. Każda korekta rzędu kilku procent szybko się kończy, co można interpretować jako objaw siły - najmniejsza choćby przecena akcji powoduje wzrost popytu. Z drugiej strony, praktycznie od dwóch miesięcy indeks drepcze w miejscu, mając coraz większe problemy z dotarciem do właściwego oporu, jakim jest 1880 pkt. Podstawowe wsparcie (w średnim terminie) to 1450 pkt, a bliższe znajduje się 90 pkt wyżej.

Oscylatory prezentują się znacznie lepiej w układzie tygodniowym aniżeli na wykresie dziennym, utrzymując w miarę stabilne trendy wzrostowe. Również w takim układzie zupełnie inaczej wygląda sekwencja wolumenu obrotu, który powoli, acz bardzo systematycznie rośnie już od listopada. Na wykresie tygodniowym linia trendu średnioterminowego została tylko i wyłącznie lekko naruszona, a sam indeks błyskawicznie powrócił ponad jej poziom, nie zniżkując przy tym poniżej średniej kroczącej z 15 tygodni.