W sobotnim komentarzu sądziłem, że rynek ma spore szansę testować w tym tygodniu ostatnie szczyty. Taka sesja jak wczorajsza wystawia ten optymizm na bardzo ciężką próbę. Oczywiście, część inwestorów wzrost WIG20 o 12,75 pkt z każdym wyższym dołkiem intraday i obrotami rzędu 254 mln traktuje jako świetne zachowanie rynku, ale moim zdaniem to po prostu umiejętnie prowadzona dystrybucja. Nie była to już pierwsza sesja, na której angażując mały kapitał duzi inwestorzy podciągają w trakcie sesji indeks i robiąc wrażenie mocnego rynku, przy dobrych nastrojach wyrzucają spore pakiety akcji. Wyraźnie sprzyja też temu końcówka miesiąca/kwartału, która generuje dodatkowy popyt ze strony rodzimych funduszy.

Oczywiście, to opinia bardzo subiektywna, tak samo jak identyfikowanie popytu z zagranicy. Jednak nie należy ulegać złudnemu wrażeniu silnego rynku. Przy ostatnim dołku pisałem, że rynek nie jest jeszcze gotowy na spadki, gdyż szczyt zrobił zagraniczny kapitał, a ten bez dystrybucji do spadków nie dopuszcza. Taka dystrybucja trwa moim zdaniem właśnie, obecnie i nasze rodzime fundusze dbające o "window dressing", dadzą się na nią złapać.

Oznacza to początek spadków? Absolutnie nie, o czym niech świadczy choćby sceptycyzm większości inwestorów, wyrażany znowu mocnym zmniejszeniem bazy. Podejrzewam, że mimo wątpliwej jakości popytu, mityczna zagranica doprowadzi jeszcze do silnego wzrostu na ogromnym obrocie i gdy już wszyscy przekonają się do hossy, rozpoczniemy spadki. Dlaczego więc przestrzegam już teraz? Bo taka dystrybucja sugeruje, że tym razem odwrócenie trendu może zaprowadzić nas głębiej niż tylko 100 pkt w dół (luty i marzec). A po co latarki? Bo już niedługo ktoś ostatni "zgasi światło".