Główne indeksy GPW (WIG, WIG20) po ponad tygodniu zwyżki zastukały od dołu w przełamane nieco wcześniej 4-miesięczne linie trendu. Ewentualnym sygnałem wznowienia krótkoterminowego trendu spadkowego byłoby przełamanie świeżo utworzonego wsparcia na poziomie 1760 pkt. Krajowym bykom nadziei dostarcza siła wykazywana w tym roku przez inne środkowoeuropejskie rynki akcji, ale ten argument można odpierać wskazując na takie precedensy z przeszłości, jak wiosna 2002, kiedy mimo to, że zarówno PX50, jak i BUX żwawo zwyżkowały do początku maja, polski rynek nie był zdolny do pokonania styczniowych maksimów. Ponieważ sytuację głównych zachodnich rynków akcji można uznać za kopię tej z wiosny 2002, to ewentualną falę realokacji kapitałów z Pragi i Budapesztu do Warszawy w kwietniu lub maju można będzie uznać za ostatnią okazję do zamknięcia długich pozycji, przed wiosennym globalnym ochłodzeniem koniunktury na rynkach akcji.

Tradycyjny wiosenny spadek zmienności jest jeszcze bardziej widoczny na krajowym rynku obligacji. Ten przytłoczony ryzykiem "politycznym" i brakiem realnych perspektyw na rozwiązanie cały czas narastających (w tempie ponad 20 zł dziennie na jednego zatrudnionego) problemów fiskalnych, nie zdołał skorzystać z okresu bardzo dobrej koniunktury, który na światowych rynkach obligacji nastąpił po publikacji słabych danych na temat wzrostu zatrudnienia w USA w lutym. Po tym jak domniemane powstrzymanie się Japonii od interwencji walutowych (po wydaniu okrągłych 316 mld dolarów w minionym roku fiskalnym) już grozi zmniejszeniem strumienia środków lokowanych w obligacjach skarbowych USA, ewentualny dobry dzisiejszy raport o rynku pracy w USA może stworzyć nerwową sytuację na rynkach obligacji. Biorąc jednak pod uwagę utrzymujący się negatywny sentyment inwestorów instytucjonalnych kolejne rozczarowanie powinno ponownie posłać rentowność obligacji do świeżych 9-miesięcznych minimów.