Po bardzo nieudanym drugim tygodniu marca, kiedy WIG20 spadł poniżej najważniejszej obecnie linii trendu, ostatnie dwa tygodnie przyniosły poprawę nastrojów. W tym czasie WIG20 mozolnie odrabiał stracony dystans. W piątek doszło do gwałtownego przyspieszenia, ale szczyt z 8 marca nie został jeszcze przekroczony.
Prosty scenariusz
Najbardziej kuszący scenariusz z punktu widzenia posiadaczy krótkich pozycji zakłada, że w ogóle nie przekroczymy marcowego wierzchołka. I jaki doskonały marketingowo - koniec hossy wypadłby dokładnie w 10 lat po załamaniu rynku w 1994 r. Ale to jeszcze nie przesądza o jego prawdziwości. Zwracam uwagę na malejącą zmienność rynku, mierzoną wskaźnikiem ATR. Dotychczas istotne szczyty po dłuższych wzrostach (luty 1997, marzec 2000) kształtowały się przy rosnącej zmienności. Wierzchołek na rynku powstawał, kiedy rządziły nim emocje. Tymczasem przez ostatnie kilka sesji mieliśmy spokój, przynajmniej jeżeli chodzi o największe spółki. Dopiero piątek tę sielankową atmosferę zburzył.
Być może przywiązywanie zbyt dużej wagi do wykresu WIG20 jest błędem. Być może błędem jest doszukiwanie się początku większej korekty. Na razie jednak, mimo że WIG20 przekroczył 1800 punktów, nie widzę powodów, żeby wycofywać się z tezy mówiącej o budowaniu na wykresie istotnego wierzchołka. Ale wracając do bieżącej sytuacji technicznej - centrum rynku przesunęło się chwilowo w kierunku mniejszych i średnich spółek. W marcu Stalexport zajął szóste miejsce pod względem obrotów. Wolumen na wszystkich akcjach wyniósł 559 mln i był to rekord. Poprzedni, z sierpnia zeszłego roku, został poprawiony o 33%. Wynik ten zawdzięczamy przede wszystkim mniejszym firmom. Sygnałów osłabienia trendu lepiej być może szukać na wykresach indeksów MIDWIG i WIRR.
Trudno mieć zastrzeżenia do sytuacji technicznej MIDWIG - indeks stabilnie rośnie, wzdłuż linii trendu. Wsparcie to znajduje się na poziomie 1660 pkt. Wprawdzie ostatnio tempo zwyżki nieco spadło, ale na wykresie nie widać formacji, które mogłyby stanowić podstawę zmiany trendu. Sytuacja WIRR jest trochę gorsza. Po gwałtownym tąpnięciu w drugim tygodniu marca, indeks odrabia straty. Zderzenie ze szczytem z 10 marca, przy narastających negatywnych dywergencjach na wskaźnikach technicznych i wyraźnie spadającym wolumenie, może być interesujące. Co ciekawe, zmienność, zarówno indeksu WIRR, jak i MIDWIG, była jeszcze niedawno rekordowo wysoka (najwyższa od czasów internetowej hossy). Tutaj emocji jest dostatecznie dużo, żeby można było ukształtować szczyt.