Reklama

Fundusze lubią Stalexport

Z Emilem Wąsaczem, prezesem Stalexportu, rozmawia Dariusz Wieczorek

Publikacja: 06.04.2004 09:18

Stalexport to ostatnio giełdowy blue chip. Były sesje, na których wartość obrotu akcjami spółki była najwyższa na całym rynku. Niedawno w ciągu jednego tygodnia właściciela zmieniło prawie 40% kapitału firmy. Czy wie Pan, kto kupuje akcje?

Nie wiem. Oficjalnie nikt nie poinformował nas, że w ostatnim czasie przekroczył próg 5% głosów. Wszystko wskazuje na to, że papiery Stalexportu kupują instytucje, ponieważ osoby fizyczne nie przyczyniłyby się do takich dużych obrotów. To właśnie z inicjatywy inwestorów finansowych zarząd spółki odbył z nimi kilkadziesiąt spotkań w ostatnich tygodniach. Rozmawialiśmy z przedstawicielami funduszy emerytalnych i inwestycyjnych, zarówno polskich, jak i zagranicznych. Niektórzy mówili, że już kupili małe pakiety akcji, inni, że dopiero rozważają inwestycje w papiery Stalexportu. Czym ich zachęciliśmy? Nie wiem. Na spotkaniach prezentowaliśmy strategię, polegającą na koncentracji działalności spółki na dwóch nogach, czyli na handlu wyrobami stalowymi i surowcami dla hut oraz na biznesie autostradowym.

A warto kupować akcje spółki, skoro część banków, które w ramach konwersji wierzytelności na kapitał obejmowały w ubiegłym roku walory po 2 zł, już się ich pozbyła? Jeżeli pozostali wierzyciele przystąpią do wyprzedaży papierów, może dojść do załamania kursu.

Banki dostały nasze akcje w ramach konwersji wierzytelności. To nie wynikało z ich strategii. To był pewien przymus. Niektóre instytucje przyjęły strategię natychmiastowej ucieczki ze spółki. Sprzedały akcje w listopadzie i grudniu po cenie sporo niższej niż 2 zł, ponosząc stratę. Patrząc na obecny kurs na poziomie około 3,5 zł, można powiedzieć, że popełniły błąd. Zarząd wielokrotnie zachęcał wierzycieli do pozostania w firmie na dłużej. Tłumaczyliśmy, że jeżeli zachowają akcje i będą je sprzedawać po kursie wyższym niż 4,53 zł, to odzyskają wszystkie pieniądze ze Stalexportu, z uwzględnieniem wierzytelności, które zredukowały i skonwertowały. Co do załamania kursu, to uważam, że nam to nie grozi. Przy tak dużych obrotach, jakie obserwujemy od kilku miesięcy, sądzę, że rynek wchłonąłby również pozostałą część akcji objętych w ramach konwersji.

Czy Pana zdaniem kurs Stalexportu przekroczy wspomniane graniczne 4,53 zł?

Reklama
Reklama

Wierzę, że kurs będzie rósł. Trudno mi przewiedzieć, kiedy przebije poziom 4,53 zł. Za trzy miesiące, czy za rok. Przypomnę, że ponad pięć miesięcy temu nasze akcje kosztowały około 1,5 zł. Teraz są o grubo ponad 100% droższe i pewnie niewiele osób spodziewało się takiego rozwoju sytuacji. A to, co zrobią banki z akcjami, będzie zależało m.in. od sytuacji na giełdzie. Przedstawiciele dwóch instytucji informowali zarząd, że w tym roku raczej nie będą sprzedawać walorów spółki. Oczywiście, nie należy oczekiwać, że banki pozostaną naszymi akcjonariuszami na dłużej. Ich właściciele chcą, aby koncentrowały się stricte na działalności bankowej i powoli wychodziły z akcji firm.

Na poważnego inwestora spółki wyrósł Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Po konwersji wierzytelności ma ponad 16% akcji. Czy informował zarząd o planach wobec firmy?

Fundusz wprowadził swoich przedstawicieli do rady nadzorczej. Włączył się w kontrolę prac zarządu. Nie zdradza jednak, jak długo zamierza trzymać nasze walory. Uważam, że w perspektywie najbliższych dwóch lat dojdzie do znaczącej zmiany w akcjonariacie firmy. Ujawnią się nowi inwestorzy, zapewne głównie różnego rodzaju fundusze, dla których nasze papiery będą co najmniej kilkuletnią inwestycją.

Być może firmą zainteresuje się inwestor branżowy, np. koncern LNM, który przejął kontrolę nad Polskimi Hutami Stali.

Nie można wykluczyć tego, że LNM będzie chciał zbudować w Polsce sieć dystrybucji wyrobami hutniczymi. Wtedy może zainteresować się firmami, które od lat współpracują z PHS. Stalexport do takich należy. Do spółki może też wejść inwestor zainteresowany biznesem autostradowym. Rynek spekulował już, że nasze akcje mogą kupować podmioty powiązane z Kulczyk Holding. Te informacje się jednak nie potwierdzają.

Stalexport podniósł się z kolan m.in. dzięki umorzeniu części długów i emisji akcji dla wierzycieli. Spółka stoi na nogach, ale jeszcze niezbyt pewnie. Ma nadal duże zadłużenie i brakuje jej kapitału obrotowego. Czy w takiej sytuacji może zwiększać sprzedaż?

Reklama
Reklama

Rzeczywiście, brakuje nam kapitału obrotowego, i to ogranicza wzrost naszych przychodów. W takich warunkach zarząd, którym kieruję, pracuje już od trzech lat i wierzę, że dalej sobie poradzi. Spółka, ze względu m.in. na zadłużenie oraz ciągle ujemne kapitały własne, ma ograniczony dostęp do zewnętrznych źródeł finansowania. Pieniądze, które wygospodaruje, idą na spłatę rat układowych. Dlatego zakładam, że tegoroczne przychody będą zbliżone do tych z 2003 roku. Jeżeli pozyskamy dodatkowe finansowanie, to obroty na pewno znacznie wzrosną.

Na razie koncentrujemy się nie na zwiększaniu skali działania, tylko na poprawie jej jakości. Nie handlujemy ze wszystkimi, tylko z solidnymi klientami. Na rynku krajowym osiągamy marże średnio od 2 do 3%. Lepiej więc nie sprzedawać towaru niepewnemu odbiorcy za 1 mln zł, by później nie odrabiać straty kontraktem za 50 mln zł. Dla Stalexportu najważniejsza jest płynność finansowana i będziemy dbali o jej utrzymanie.

Jaką kwotę spółka musi jeszcze spłacić w ramach układu?

W tym roku w ratach kwartalnych mamy zwrócić około 80 mln zł. Z tego ponad połowa to zobowiązania układowe. W biznesplanie na ten rok mamy dopięte finansowanie. Założyliśmy też, że może już pod koniec roku uda nam się sięgnąć po zewnętrzny kapitał. Przewidujemy, że docelowo może to być 100 mln zł. Układ z wierzycielami będziemy realizować do 2008 r. Mamy do spłaty jeszcze około 150 mln zł.

Przy takim popycie na akcje spółki na rynku wtórnym może warto pomyśleć o nowej emisji?

Zastanawiamy się nad podwyższeniem kapitału. Jeżeli zdecydowalibyśmy się na pozyskanie pieniędzy z emisji akcji, to na kilka celów. Po pierwsze, na zwiększenie udziału spółki w rynku handlu stalą, który obecnie wynosi około 10%. Po drugie, na konsolidację firmy ze spółkami dystrybucyjnymi w celu poprawy efektywności działania grupy kapitałowej. Po trzecie, na rozwój biznesu autostradowego. Spółka Stalexport Autostrada Śląska (SAŚ) zakwalifikowała się do drugiego etapu przetargu na koncesję na eksploatację odcinka autostrady Katowice-Wrocław. Może zostać rozstrzygnięty w lipcu. Koncesja może kosztować kilkaset milionów złotych i na starcie trzeba będzie mieć 20% środków własnych. Naszymi partnerami w SAŚ są zagraniczne firmy: NCC i Egis Projects, które również będą uczestniczyć w finansowaniu projektu. Pieniądze z emisji Stalexport mógłby też przeznaczyć na oddłużenie, jeżeli udałoby się wynegocjować korzystne warunki.

Reklama
Reklama

Czy biznes autostradowy jest rentowny? Spółka Stalexport Autostrada Małopolska (SAM) cały czas musi inwestować w drogę Kraków-Katowice i nie płaci dywidendy.

Biznes autostradowy zwraca się po kilkunastu latach. Pierwszej dywidendy od naszej spółki oczekujemy dopiero w 2009 roku. Jednakże jeszcze w tym roku SAM może nam zwrócić kilkadziesiąt milionów złotych. Warunkiem jest tzw. zamknięcie finansowania projektu, czyli uzyskanie kredytu. Banki są gotowe udzielić go pod pewnymi warunkami. Jednym z nich jest przeniesienie koncesji na spółkę specjalnego przeznaczenia, jaką jest SAM. Wystąpiliśmy już w tej sprawie do Ministerstwa Infrastruktury. Razem z koncesją przenosimy na SAM "historię" dokonanych inwestycji na autostradzie. Finansował je Stalexport ze środków wypracowanych z handlu stalą, dlatego firma autostradowa, zgodnie z koncesją, zwróci nam poniesione nakłady.

Stalexport ma cztery spółki dystrybucyjne. Kiedy dojdzie do ich połączenia? Na jaką wartość szacuje Pan zbędne aktywa, które firma może sprzedać w tym roku?

Mamy spółki handlowe w Warszawie, Katowicach, Lublinie i pod Poznaniem. Planujemy je połączyć ze spółką matką w ciągu najbliższych dwóch lat. To powinno przynieść wymierne oszczędności, szacowane na kilka milionów złotych rocznie i wyeliminować konkurencję w grupie kapitałowej. Jeśli chodzi o zbędne aktywa, to Stalexport już większość sprzedał. Mamy jeszcze trochę nieruchomości i mniejszościowe udziały w paru spółkach, których będziemy się chcieli pozbyć w tym roku. Wpływy z tego tytułu szacuję na około 25 mln zł.

Na rynku stali jest hossa. Głównie za sprawą Chin rosną ceny wyrobów na świecie i w Polsce. Czy spółka może więc poprawić zysk w tym roku?

Reklama
Reklama

Niektóre wyroby stalowe są już o ponad 100% droższe niż przed rokiem. To jakiś absurd. W krótkim okresie Stalexport na tym skorzysta, ale w długim taka hossa może się niekorzystnie odbić na firmach budowlanych i dojdzie do załamania rynku. W przypadku niektórych budynków, stal stanowi przecież aż 30% kosztów. Ktoś będzie musiał za to zapłacić. Wzrosną ceny, a popyt na mieszkania i powierzchnie biurowe spadnie. Część firm budowlanych, czyli naszych klientów, może tego nie przetrwać. Dlatego zarząd ostrożnie prognozuje, że w tym roku zysk na sprzedaży spółki będzie porównywalny z tym z 2003 roku i wyniesie około 17 mln zł. Prognoz zysku netto nie podajemy.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama