Reklama

Na bruk trafić może każdy

Z psychologiem Andrzejem Samsonem, rozmawia Halina Kochalska

Publikacja: 06.04.2004 10:07

Kontakt z dużymi pieniędzmi, zarządzanie licznymi zespołami ludzi, wyższy niż dany przeciętnym pracownikom poziom adrenaliny i nagle pustka. Co dzieje się z człowiekiem z top managmentu, który z dnia na dzień dostaje wymówienie?

Reakcja na utratę pracy jest szokiem. Większość ludzi na szczęście potrafi wziąć się później w garść. Znajdują zatrudnienie gdzie indziej, zaczynają robić coś nowego, otwierają własny biznes. Ale jest też grupa osób, która nie jest w stanie zaakceptować zwolnienia. Niedawno trafiła do mnie kobieta, właściwie przyprowadziła ją siostra. Od miesiąca po stracie pracy nie wychodziła z domu, nie myła się, prawie nie jadła. Była na dobrej drodze do samounicestwienia.

Bez względu na piastowane stanowisko i poziom zarobków po zwolnieniu prawie każdy może doznać syndromu straty. Im strata w odczuciu danej osoby bardziej znacząca, tym syndrom zostaje silniej wyrażony. Pierwsza reakcja syndromu straty to złość. Furia na kogoś, kto nas zwolnił. Oczywiście, zdenerwowanie to w żaden sposób nie zmienia sytuacji. Po pewnym czasie przychodzi więc druga faza - złość na siebie i obwinianie się. Tłumaczymy sobie, że właściwie szef miał prawo nas zwolnić, ale gdybym lepiej się starał, lepiej pracował, albo nie powiedział tego, co akurat powiedziałem, to pewnie byłoby inaczej. Jestem więc głupi i właściwie to nie dziwne, że zostałem zwolniony. Ponieważ to również nic nie zmienia, pojawia się trzecia faza - najgroźniejsza. Do świadomości dociera to, co się stało i fakt, że wiąże się z koniecznością licznych przykrych zmian w życiu. W tej fazie ogarnia rozpacz, apatia, depresja, poczucie utraty sensu życia, na fali której mogą się nawet pojawić zamachy samobójcze. I, niestety, zdarzają się.

Jak długo

może trwać taki stan?

Reklama
Reklama

Dużo zależy od zaplecza emocjonalnego. Jeśli ktoś, kogo dotknęło nieszczęście niespodziewanej utraty pracy ma kochającą, wspierającą go rodzinę, poradzi sobie z urazem dużo szybciej. I tu pojawia się kolejny problem naszych czasów. Wiele kobiet zasiadających na najwyższych stanowiskach żyje samotnie. Jak tłumaczą, po prostu nie miały kiedy założyć rodziny. Gdy dopada je depresja - zostają z problemem same.

Czy to nie jest częściowo efekt zaskoczenia, jakim jest dla tych osób zwolnienie? Są przekonane o swojej bezcenności dla firmy...

Owszem. Dobrze obrazuje to przypadek pewnego mężczyzny, zajmującego wysoką pozycję. Tak się starał, że z własnej inicjatywy zaproponował reorganizację firmy. Z przedstawionych przez niego zmian wynikało m.in., że zbędne jest jego stanowisko. Został więc z dnia na dzień wyrzucony. Właściwie sam siebie usunął z pracy, a mimo to był w takim szoku, że omal nie wylądował w szpitalu psychiatrycznym. Tak bardzo wierzył, że w związku ze swoim wysokim statusem, kompetencjami i zasługami dla firmy jest nie do ruszenia. Niestety, nie można tak myśleć. W przypadku restrukturyzacji w grę wchodzą tak ogromne pieniądze, że wówczas naprawdę nie liczy się nic.

Pracę i kontrolę nad firmami tracą nawet ich legendarni założycie. Kilka lat temu bezwzględnie odsunięto od koncernu Fiata jego twórcę. Uznano, że jest za stary, a jego metody zarządzania anachroniczne. Ostatnio z podobną sytuacją mamy do czynienia w firmie Disneya, gdzie próbuje się odebrać władzę synom założyciela rozrywkowego imperium.

U nas jeszcze nie ma tak spektakularnych przypadków.

Polska nie doszła jeszcze do etapu, który osiągnęły kraje Europy Zachodniej czy też Stany Zjednoczone. Nie ma takich korporacji, a na rynku pracy nie ma też tylu ludzi o wysokich kwalifikacjach. W Polsce managerowie z górnej półki na ogół tracą pracę na chwilę. Szybko znajdują coś nowego. Przechodzą do innej firmy, niejednokrotnie przenosząc tam jako swego rodzaju aport tajemnice z poprzedniego miejsca pracy. Na świecie tego rodzaju praktyka nie wchodzi w grę. Po odejściu managera lub zwolnieniu korporacja płaci jeszcze przez 3 lata, by człowiek ten nie zatrudnił się u konkurencji. U nas zaczyna to dopiero funkcjonować.

Reklama
Reklama

Realia gospodarcze nie są jednak zbyt przyjazne.

Transformacja sprawiła, że wśród pacjentów psychoterapeutów zmieniły się proporcje między mężczyznami a kobietami. Kiedyś przewagę miały kobiety. Przychodziły leczyć nerwice i różnego rodzaju lęki. Mężczyznom nie wypadało się z tym obnosić. Teraz jest odwrotnie. Częściej na terapii bywają mężczyźni, którzy nie mogą sobie poradzić m.in. z poczuciem zagrożenia utraty pracy czy ze wzrostem odpowiedzialności za utrzymanie rodziny. Minęły już czasy, gdy aktualne było hasło: Czy się stoi czy się leży... Zupełnie realne jest natomiast, że z dnia na dzień można stać się nędzarzem.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama