Kontakt z dużymi pieniędzmi, zarządzanie licznymi zespołami ludzi, wyższy niż dany przeciętnym pracownikom poziom adrenaliny i nagle pustka. Co dzieje się z człowiekiem z top managmentu, który z dnia na dzień dostaje wymówienie?
Reakcja na utratę pracy jest szokiem. Większość ludzi na szczęście potrafi wziąć się później w garść. Znajdują zatrudnienie gdzie indziej, zaczynają robić coś nowego, otwierają własny biznes. Ale jest też grupa osób, która nie jest w stanie zaakceptować zwolnienia. Niedawno trafiła do mnie kobieta, właściwie przyprowadziła ją siostra. Od miesiąca po stracie pracy nie wychodziła z domu, nie myła się, prawie nie jadła. Była na dobrej drodze do samounicestwienia.
Bez względu na piastowane stanowisko i poziom zarobków po zwolnieniu prawie każdy może doznać syndromu straty. Im strata w odczuciu danej osoby bardziej znacząca, tym syndrom zostaje silniej wyrażony. Pierwsza reakcja syndromu straty to złość. Furia na kogoś, kto nas zwolnił. Oczywiście, zdenerwowanie to w żaden sposób nie zmienia sytuacji. Po pewnym czasie przychodzi więc druga faza - złość na siebie i obwinianie się. Tłumaczymy sobie, że właściwie szef miał prawo nas zwolnić, ale gdybym lepiej się starał, lepiej pracował, albo nie powiedział tego, co akurat powiedziałem, to pewnie byłoby inaczej. Jestem więc głupi i właściwie to nie dziwne, że zostałem zwolniony. Ponieważ to również nic nie zmienia, pojawia się trzecia faza - najgroźniejsza. Do świadomości dociera to, co się stało i fakt, że wiąże się z koniecznością licznych przykrych zmian w życiu. W tej fazie ogarnia rozpacz, apatia, depresja, poczucie utraty sensu życia, na fali której mogą się nawet pojawić zamachy samobójcze. I, niestety, zdarzają się.
Jak długo
może trwać taki stan?