Jechałem ostatnio z bardzo rozmownym taksówkarzem. Chociaż "rozmowny" nie jest może najlepszym słowem, wziąwszy pod uwagę, że właściwie przez cały czas podróży prowadził intensywny monolog. Dzięki temu dwadzieścia minut jazdy wystarczyło mu, by przedstawić kompleksową analizę sytuacji gospodarczej. Pozwólmy, że spuszczę na nią litościwie zasłonę milczenia. Konkluzje były dwie. Pierwsza, że za "komuny" było lepiej. Po drugie zaś, że w takim razie głosować trzeba na pewną bardzo radykalną partię o agrarnym rodowodzie. Bo tylko ona może zmienić to piekło, w którym żyjemy.
Gdy przedstawiłem sygnalizowany wyżej "taksówkarski" monolog moim znajomym, zobaczyłem pełen wachlarz negatywnych reakcji: od lekceważenia do słabo skrywanej niechęci. I tu muszę się przyznać, że w późniejszej dyskusji podjąłem się roli "advocatus diaboli". Jednak nie dlatego, bym się zgadzał z wywodem czy konkluzjami rzeczonego przedstawiciela sektora transportowego. Wydaje się jednak, że ogromna radykalizacja nastrojów społecznych i politycznych, z którą ostatnimi czasy mamy do czynienia, w znacznej mierze wynika ze skumulowanych zaniedbań edukacyjnych ostatnich kilkunastu lat. W tym czasie bowiem zrobiono naprawdę niewiele, by zwiększyć poziom wiedzy ekonomicznej społeczeństwa.
I nie obchodzi mnie w tym momencie rosnąca liczba absolwentów uczelni ekonomicznych. Oni raczej nie poddadzą się radykalizującej retoryce. Myślę raczej o braku efektywnej i powszechnej edukacji ekonomicznej czy to na poziomie szkoły, czy też mediów. Człowiek, który choć trochę wie, jak funkcjonuje gospodarka rynkowa, nie da sobie wmówić, że rezerwy dewizowe stanowią panaceum na wszystkie polskie problemy. Nie będzie również sądził, że każdy, komu się udało osiągnąć sukces rynkowy, to oszust i wyzyskiwacz. Tak więc zamiast zbywać takie poglądy wzruszeniem ramion czy ironicznym uśmieszkiem, lepiej dyskutować, wyjaśniać, przynajmniej próbować przekonywać. Obojętność w tym momencie może się bowiem srogo zemścić i może się zdarzyć, że powtórzymy to, co już kilkaset lat temu gorzko skonstatował Jan Kochanowski: "że [Polak] i przed szkodą, i po szkodzie głupi."