Głosowanie nad ustawą o funduszach inwestycyjnych było zaplanowane na 1 kwietnia. Marszałek Sejmu Marek Borowski niespodziewanie zdjął jednak ten punkt z porządku obrad. Dlaczego? - Klub SLD poprosił o czas na zastanowienie - wyjaśnia M. Borowski.
Małgorzata Ostrowska z SLD, która podczas trzeciego czytania miała przedstawić stanowisko Komisji Finansów Publicznych w sprawie ustawy, jest innego zdania. - Nie znam przyczyn decyzji marszałka - mówi. Podobnie wypowiadają się inni posłowie. - Jesteśmy zaskoczeni zdjęciem głosowania z porządku obrad - twierdzi Józef Cepil z Samoobrony. Dariusz Grabowski z Ligi Polskich Rodzin zapewnia z kolei, że to jego partia domagała się przesunięcia terminu głosowania.
Było spotkanie czy nie?
Niewyjaśniona jest też sprawa nieformalnego spotkania w sprawie ustawy, do jakiego miało dojść w Sejmie. - Miało się ono odbyć przed trzecim czytaniem - mówi M. Ostrowska. - Ale z uwagi na natłok spraw, nie udało się go zorganizować - dodaje. Inni posłowie nic o spotkaniu nie słyszeli. - Być może do rozmów zostały zaproszone tylko te kluby, które są potrzebne do przepchnięcia ustawy - sugeruje J. Cepil (Samoobrona chce odrzucenia projektu w całości). Jest jeszcze inna wersja: spotkanie nie odbyło się, bo nie stawił się na nie minister finansów Andrzej Raczko.
Samo ministerstwo - podobnie jak posłowie - jest jednak zaskoczone całą sytuacją. A. Raczko miał podobno zapowiedzieć, że sam zorganizuje spotkanie z posłami po świętach. Ma się na nim odnieść do zarzutów, jakie parlamentarzyści mają do ustawy. Chodzi o zapisy dotyczące funduszy sekurytyzacyjnych, które mają inwestować w długi. Posłom nie podoba się pomysł "wyposażenia" tych funduszy w tzw. sekurytyzacyjny tytuł egzekucyjny. Na jego podstawie mają one egzekwować należności od dłużników. Wątpliwości dotyczące tych regulacji mają posłowie prawie wszystkich klubów parlamentarnych. Kolejny zarzut - podnoszony przez UP i LPR - dotyczy opodatkowania transakcji sekurytyzacyjnych. Według tych ugrupowań, przy okazji sprzedaży wierzytelności, banki będą unikać podatków. Według LPR, budżet będzie na tym tracił miliardy złotych rocznie.