Ostatnio mnóstwo ludzi zastanawia się, dlaczego jest tak źle, skoro miało być tak dobrze. Dlaczego w sondażach króluje Samoobrona, a nie jakaś "odpowiedzialna" i "cywilizowana" partia. Powodów obecnej sytuacji wymienia się wiele - a to zła klasa polityczna, a to źli wyborcy, a to krótki okres demokracji itd. Nikt jakoś nie wymienia rzeczy, która rzuca się w oczy. Chodzi o urzędniczy wandalizm, czyli urzędalizm.
Żyjemy w kraju, gdzie urzędników jest coraz więcej, coraz więcej im się płaci i daje się im w ręce coraz większą władzę. Nie sądzę, aby nawet bardzo bogaty kraj - a Polska taka nie jest - wytrzymał rządy rosnącej kasty coraz bardziej bezczelnych, zdemoralizowanych urzędników.
Między ich działaniami nie ma żadnej koordynacji. Ot, resort pracy wypichcił sobie program "Pierwsza Praca" - kosztowny, jak większość urzędniczych wymysłów, a skutki mizerne. Ale skoro wypichcił, to rząd go wdrożył w życie. Jedną z propozycji tam zawartych jest możliwość założenia własnego biznesu, co jest gratyfikowane obniżkami składek na ZUS. Wyobraźmy sobie, że ktoś się na to dał nabrać - założył firmę, korzystając z różnych grantów zgromadził kapitał i postanowił zająć się eksportem dżemów do Niemiec. I co się dzieje? Idea pada, bo inni urzędnicy - fiskusa - wymyślili sobie, że albo wpłacisz im 250 tys. zł, albo pół roku poczekasz na zwrot VAT. Nikogo nie obchodzi, że w ciągu 180 dni firma może upaść. Dla urzędników o wiele ważniejsze było, że tyle czasu im potrzeba na sprawdzenie firmy.
Tajemnicą poliszynela jest, że ministrowie nie wiedzą, co się dzieje w ich resortach, bo są albo zajęci walkami w partii, albo są niekompetentni. No i nie mają takiego doświadczenia w obłaskawianiu urzędników, jak urzędnicy w tresurze ministrów. W końcu szefem resortu bywa się raz, czasem przez kilka miesięcy, rzadko dwa razy. Urzędnikiem zostaje się na wieczność.
Skutki są takie, że przepisy są coraz gorsze i coraz bardziej zamordystyczne. Nic dziwnego - pisane lub zamawiane są przez urzędników i dla urzędników. Urzędnicy dla swojego widzimisię są w stanie zniszczyć firmę. Nie można się na nich poskarżyć, bo wiadomo, że to oznacza wojnę z całym urzędem, a nawet - jak niejeden przedsiębiorca się przekonał - kilkom urzędami.