Rządowy projekt ma na celu przystosowanie polskiego prawa do nowego pakietu dyrektyw UE, dotyczących konkurencji i ochrony klientów. Dziś podkomisja w komisji infrastruktury rozpocznie prace nad zgłoszonymi do niego poprawkami i uwagami (jest ich ok. 400). - Sądzimy, że do piątku przedyskutujemy wszystkie propozycje zmian i przedstawimy prawnikom do oceny - twierdzi Janusz Piechociński (PSL), przewodniczący komisji. - Mam nadzieję, że uda się przeprowadzić drugie czytanie ustawy jeszcze w kwietniu. Co będzie dalej? Wszystko zależy od tego, czy ten Sejm jeszcze będzie istniał. W praktyce więc nasze prawo telekomunikacyjne po wejściu do Unii Europejskiej nie zmieni się.
Co to oznacza? - Komisja Europejska nie przedstawi nam zarzutu niedostosowania prawa, zanim nie przeprowadzi analizy, jak nowy pakiet dyrektyw jest wdrażany - uważa Anna Streżyńska z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. Badanie takie rozpocznie się w czerwcu i potrwa kilka miesięcy. - Ze strony Unii nie grozi nam katastrofa - potwierdza te przypuszczenia Wojciech Hałka, wiceminister infrastruktury. - Prawdziwy problem leży w tym, czy Urząd Regulacji Telekomunikacji i Poczty będzie przygotowany do nowego prawa.
Może się bowiem okazać, że URTiP nie będzie w stanie sprostać wszystkim wymaganiom, jakie postawi przed nim nowa ustawa. Dlaczego? Komisja Europejska wprowadzając nowe dyrektywy, precyzyjnie podzieliła rynek telekomunikacyjny w zależności od typu usług na 18 obszarów (detalicznych i hurtowych). - Nowe podejście oznacza, że regulatorzy muszą ponieść większe koszty w związku z wymogami badania rynku i szerszego uzasadniania swoich decyzji - uważa Stefan Stanislawski, doradca Analysis Consulting. Dla przykładu, po wprowadzeniu nowych przepisów urząd musi sprawdzić , czy na rynku międzynarodowych połączeń biznesowych - jednym z osiemnastu wyróżnionych przez UE - nie ma operatora o znacznej pozycji rynkowej. Poza tym dotychczasowe regulacje były proste - URTiP sprawdzał tylko, czy udział w rynku nie przekraczał 25%. Tymczasem nowe prawo wprowadza bliżej nieokreślone pojęcie "pozycji ekonomicznej", które może być przez urzędników regulatora interpretowane w sposób dowolny. Zwłaszcza że metody stosowane przez europejskich regulatorów mogą u nas nie zdać egzaminu - z uwagi na wyjątkową, monopolistyczną strukturę naszego rynku telekomunikacyjnego. - Wszędzie regulatorzy badali rynki przed wejściem w życie nowych dyrektyw, a u nas tego, niestety, nie było - twierdzi Anna Streżyńska.