Informacja o ustanowieniu przez WIG historycznego rekordu (25 206 punktów na zamknięciu we wtorek) znalazła się wczoraj na pierwszych stronach gazet. Nie był to wprawdzie news dnia, nie było też zdjęcia uśmiechniętego prezesa Rozłuckiego z dzwonkiem, ale ogólnie prasa odnotowała ten fakt jako istotne wydarzenie. Taka sytuacja powinna obudzić czujność wytrawnych graczy, bo media z reguły zauważają takie drobiazgi jako ostatnie. Nie musi to oczywiście oznaczać zmiany trendu, który ewidentnie jest wzrostowy, ale przynajmniej chwilowe osłabienie koniunktury - może i prawdopodobnie tak właśnie jest. Wczorajsze spadki odbyły się przy obrotach o połowę mniejszych niż dzień wcześniej, co sugeruje ich korekcyjny charakter, a indeksy nie straciły zbyt wiele.
Bardzo interesująca, zwłaszcza z punktu widzenia inwestorów zagranicznych, jest kwestia stabilności (a właściwie jej braku) polskiej sceny politycznej. Zapowiedziana rezygnacja premiera Millera i próby budowania parlamentarnej większości przez kandydata na to stanowisko powodują, że rynki mają twardy orzech do zgryzienia. Jeśli Marek Belka nie będzie w stanie sformować nowego rządu, wzrośnie niepewność, choć z drugiej strony, przedterminowe wybory mogłyby w dłuższej perspektywie okazać się dla kraju korzystne. Inwestorzy nie lubią jednak takich zagadek. Wyraz swemu zaniepokojeniu dali wczoraj na aukcji obligacji dziesięcioletnich, na której MF znalazło nabywców na mniej niż połowę oferty.
Zbliżająca się akcesja do UE oraz poprawiające się wskaźniki makroekonomiczne Polski mogą w pewnym momencie nie wytrzymać konkurencji z zamieszaniem politycznym. Jeśli jeszcze weźmiemy pod uwagę, że w USA coraz głośniej zaczyna się mówić o możliwości podwyżki stóp (zwłaszcza po wczorajszych danych o inflacji), to długotrwała hossa staje pod znakiem zapytania.
Zwróć uwagę:
Pekao - wygląda na beneficjenta kolejnego napływu kapitału z zagranicy.