Bez wyraźnej tendencji przebiegła pierwsza połowa czwartkowych sesji na giełdach nowojorskich. Z jednej strony, pozytywnie na nastroje inwestorów mogły wpływać dobre wyniki publikowane przez spółki oraz optymistyczne dane makroekonomiczne, mówiące o wzroście aktywności przemysłowej. Z drugiej strony, przedstawione w środę informacje o wzroście inflacji sugerują szybszą podwyżkę stóp procentowych. To nigdy nie sprzyja rynkom akcji. Inwestorów z pewnością też martwią niepokojące wieści napływające z Iraku. Tym razem rozczarowały też cotygodniowe dane na temat liczby nowych bezrobotnych, która wzrosła więcej, niż spodziewali się analitycy.

Jasnym punktem wczorajszych notowań za Atlantykiem z pewnością były wyniki opublikowane przez największą na świecie instytucję finansową - Citigroup. Ponieważ okazały się lepsze od prognoz, akcje powinny były drożeć. Przeważyły jednak niepokoje związane z bliską perspektywą podwyżki stóp, niekorzystnej dla sektora finansowego. W efekcie akcje spółki, podobnie jak i rywali z branży, spadały na początku sesji. Lepiej zachował się producent komputerów Apple, który przedstawił dobre wyniki i korzystną prognozę w środę po zakończeniu sesji. Jego walory zdrożały przed południem aż o 9,6%. W takich okolicznościach indeks Dow Jones Industrial Average zyskał do godz. 18.00 naszego czasu 0,10%, a wskaźnik Nasdaq Composite spadł o 0,82%.

Na giełdach europejskich "królowała" w czwartek branża farmaceutyczna, której sprzyjało umacniania się dolara. Czołowi europejscy producenci leków znaczną część sprzedaży generują bowiem na rynku amerykańskim. O 3,5% wzrósł kurs brytyjskiego potentata GlaxoSmithKline, o 2,3% notowania jego lokalnego rywala - AstraZeneca. To właśnie głównie dzięki tym spółkom główny wskaźnik londyńskiej giełdy - FT-SE 100 zyskał 0,45%. W gorszych nastrojach kończyli wczorajszy dzień inwestorzy we Frankfurcie i w Paryżu. Indeks pierwszej z tych giełd spadł o 0,2%, a drugiej o 0,23%.