Wczorajszą sesję kontrakty terminowe na indeks WIG20 zakończyły prawie 1-proc. spadkiem. Na wykresie dziennym została wyrysowana czarna świeczka. Na tym poziomie i w obecnej sytuacji technicznej jest to zdecydowanie negatywny element.

Rynek terminowy stanął tuż poniżej ważnego oporu, jaki w okolicach 1900 pkt tworzy 61,8-proc. zniesienie bessy z lat 2000-2001. Kilka punktów wyżej znajduje się kolejna istotna bariera podażowa - mianowicie średnioterminowy szczyt z grudnia 2000 r. (1930 pkt). Jakkolwiek nie można zakładać, że byki zrezygnują z walki o te "umocnienia", to jednak należy wątpić czy wyjdą z tej bitwy zwycięsko.

Wątpliwości te są o tyle uzasadnione, że dynamika ostatnich wzrostów nie poraża. Od początku roku na wykresie mamy sekwencję wzajemnie nakładających się szczytów i dołków, które przy odrobinie dobrej woli, można połączyć w odwracającą trend formację klina zwyżkującego. Na ochłodzenie nastrojów może wpłynąć również spadająca gwiazda z wykresu tygodniowego.

Stąd też najbardziej prawdopodobnym scenariuszem na następne sesje jest nieudany test strefy 1910-1930 pkt, co w konsekwencji przyniesie realizację zysków i wejście rynku terminowego w dłuższą i większą korektę. W skrajnym przypadku przerodzi się to w bessę (ale to już zależeć będzie nie od postawy polskich, tylko amerykańskich inwestorów).

W tym miejscu należy od razu zastrzec, że na rynku nie można się upierać przy jednym scenariuszu. Jeżeli więc strona popytowa zrobi niespodziankę i pokona opisane wyżej opory, to trzeba będzie odkupić akcje, gdyż otworzy to drogę do szczytów internetowej hossy.