Krążył niedawno w internecie taki oto dowcip. Cztery blondynki grają w brydża. Trwa licytacja. Pierwsza mówi: pas. Druga: pas. Trzecia: jeden dzwonek. Czwarta: idę otworzyć.
Wyobraźmy sobie salę wyłożoną marmurami i mahoniową boazerią oraz rozświetloną kryształowymi żyrandolami. Bardzo elegancką, wyjąwszy może trochę słomy i błota na lustrzanej posadzce. Za przykrytym zielonym suknem stołem siedzi kilka osób. Grają w parlamentarną wersję brydża, która tym się różni od zwykłej, że w grze uczestniczy czasem kilka, a czasem nawet kilkanaście osób. Za plecami graczy stoją grupki kibiców i doradców. Partię rozpoczyna przedstawiciel Platformy. To ostry wist. PO krzyczy: Nicea albo śmierć. Wśród graczy i obserwatorów rozchodzi się szmer, nie wiadomo - uznania czy potępienia. - Umrzemy razem, tylko wyrzućcie Piskorskiego i układ warszawski - kontruje PiS. Liga Polskich Rodzin nie daje długo na siebie czekać: Precz z Unią Europejską. Przebudzony szturchnięciem działacz Samoobrony recytuje mantrę: Balcerowicz musi odejść. Reszta, znudzona, macha ręką z dezaprobatą. SLD atakuje z innej flanki: Aborcja! i... może Błochowiak na prezydenta? Ale liczba zwolenników i tak topnieje. Grupę doradców natychmiast opuszczają zgorszeni przedstawiciele Socjaldemokracji. Bez pożegnania. - Gramy według innej konwencji - rzucają krótko. Jakiej? Jeszcze nie wiadomo. Zdezorientowany PSL nie wie, kogo poprzeć, a kogo skontrować. Chciałby wziąć udział w decydującej rozgrywce. Nie ma jednak za bardzo czym błysnąć. A czas leci.
Wozy transmisyjne i kamery na stanowiskach. Telewidzowie mają pełny obraz sytuacji. Nie za bardzo wiadomo, kto rozgrywa i zbiera lewy. Każdy jednak ciuła punkty, jak może. W przerwach wszyscy bacznie obserwują tabele z wynikami. Po pierwszym rozdaniu prowadzi Samoobrona, tuż za nią Platforma.
Emocje rosną. Na stole wreszcie pojawiają się pieniądze.
Tym razem SLD licytuje ostro - nie ma już nic do stracenia. Ratuje resztki honoru. Mówi głośno: Plan Hausnera. PO się waha. Odzywka Sojuszu forsuje do dogranej, więc Platforma podwyższa o oczko: Plan Hausnera i jeszcze więcej oszczędności. Zwłaszcza w administracji. Plus podatkowe 3 razy 15% (z czego oczywiście - jak przyjdzie co do czego - może wyjść nawet 45%). Samoobrona, jak zwykle, kontruje. - A poza tym i tak Balcerowicz musi odejść, żeby do rezerw można było się dobrać - dokłada. - I odbierzemy wszystko, co złodzieje rozkradli - dorzuca na koniec. Część sali nagradza ją oklaskami. Część buczy. Do gry wchodzi Socjaldemokracja. Nazwa zobowiązuje, więc wali prosto z mostu: Rekompensaty dla rencistów i emerytów za krzywdy z całych lat 90. W SLD konsternacja. Nadzieje na pomoc socjaldemokratycznych liberałów się rozwiewają. To niespodzianka. I zaraz jeszcze większa - z Orlenem. - Dłuższe zasiłki dla bezrobotnych i nowy system podatkowy - ripostuje PiS. Samoobrona gra w atu: Renty socjalne dla wszystkich. I to nie byle jakie. Choćby z renacjonalizacji. Znowu sypią się punkty. PO nie wytrzymuje nerwowo: Weto dla planu Hausnera. Kontra dla waloryzacji rent i emerytów. PSL w podniosłej atmosferze zaczyna nucić: Nie rzucim KRUS-u, skąd nasz ród. LPR pasuje, ale też chce być widoczna. Blokuje więc najbliższą mównicę.