W piątek moskiewski sąd arbitrażowy zakazał Jukosowi sprzedaży aktywów, po tym jak władze skarbowe zażądały od koncernu zwrotu niezapłaconych podatków. Zaległości potentata naftowego wobec fiskusa oszacowano na 99 mld rubli (ok. 3,5 mld USD). Konflikt wokół Jukosu wybuchł w lipcu ub.r. Wówczas aresztowano Płatona Lebiediewa, głównego współpracownika właściciela Jukosu - najbogatszego Rosjanina - Michaiła Chodorkowskiego. W październiku "za kratki" trafił również Chodorkowski. Prokuratura zarzuciła obu biznesmenom niepłacenie podatków i przestępstwa przy prywatyzacji spółki. Jednak jednocześnie pojawiły się głosy, że "wyeliminowanie" Chodorkowskiego to sprawa Kremla. Prezydent Putin, przed wyborami parlamentarnymi, które odbyły się w grudniu, mógł obawiać się finansowania przez Chodorkowskiego partii opozycyjnych (ostatecznie ugrupowanie Putina odniosło spektakularne zwycięstwo).
Poza kłopotami z podatkami i zamrożeniem aktywów, Jukos ma też inny problem. Koncern popadł w konflikt ze spółką Sibnieft, należącą do innego bogatego Rosjanina - Romana Abramowicza. Sibnieft blokuje uzgodnioną jeszcze w ub.r. fuzję z Jukosem. Według "Financial Times", sprawa wkrótce może trafić przed londyński sąd arbitrażowy.
Zamieszanie wokół Jukosu nie służy jego notowaniom na giełdzie. We wtorek akcje spółki staniały o ponad 5%, a w ciągu ostatnich siedmiu sesji o 15%. Moskiewskie biuro maklerskie Aton rekomenduje sprzedaż walorów spółki, uważając, że nie widać szans na szybkie zakończenie konfliktu w niedalekiej przyszłości.
PAP