Chętnie bym się pomylił, wskazując wyraźnie jakiś kierunek, oby tylko sesje były ciekawsze niż ostatnia kilkudniowa sadystyczna konsolidacja. Na razie jednak niezdecydowania porzucić po takich sesjach nie można i dalej pozostaje czekać na wybicie. Wracając do ostatniego ruchu wzrostowego, zwracałem uwagę, że do odtrąbienia szczytu całej hossy brakowało w nim euforii, rozciągnięcia bazy na duże plusy, czy spadającej liczby otwartych pozycji, sugerującej kapitulację niedźwiedzi. Kolejny argument, który nie pozwala na uznanie kwietniowych wzrostów za "ostatnie", to jeden ze wskaźników wchodzących w skład wskaźnika koniunktury bankowej Pengab. Mowa o opisywanym tutaj już kilkakrotnie saldzie prognozy popytu na akcje.
Do tej pory był to dość dobry antywskaźnik, przy którym zawsze dynamiczna zmiana wartości, lub jej ekstremalne poziomy (bliskie 0 pokazywały silny pesymizm, powyżej 25 optymizm - moja subiektywna ocena) miały odzwierciedlenie na rynku akcji. Z racji nie ograniczania się jedynie do tygodniowego horyzontu, efekty były tutaj lepsze od popularnego Wigometru. Oczywiście do czasu, aż któryś nierozsądny analityk zacznie głośniej o tym mówić....
Co wskaźnik pokazuje w tym miesiącu? Z rekordowego +32 w marcu mamy spadek na +26. Czy jest to odzwierciedlenie sezonowego spadku wartości całego Pengab'u? Chyba najlepszą odpowiedzią będzie przytoczenie wartości z zeszłego roku, gdy z +7 (początek fali wzrostowej) indeks wzrósł w kwietniu do +13. Co wynika z obecnego kwietniowego spadku? Brak euforycznego optymizmu, charakterystycznego przy wyznaczaniu szczytów. To tylko utwierdza w przekonaniu, że obecna sytuacja jest wyjątkowo niejednoznaczna. Na wzrosty brak już sił (może Greenspan pomoże?), a na spadki za mały optymizm.