Reklama

Kto się boi Unii

Wziąwszy pod uwagę, że kampania eurosceptyków była lepiej zorganizowana i bardziej powszechna niż oficjalne wysiłki, można przyjąć, że "unijny" wzrost cen już od długiego czasu wpisany był w oczekiwania.

Publikacja: 22.04.2004 10:08

Panta rei. Jeszcze rok temu liczba Polaków uważających, że wstąpienie do Unii Europejskiej przyniesie poprawę sytuacji materialnej była liczniejsza niż grono o przeciwnych poglądach. Od tego czasu sytuacja zmieniła się diametralnie.

Dziś prawie połowa pytanych rodaków przewiduje, że członkostwo w UE będzie dla nich kolejnym czynnikiem zubożenia. Optymistami w tym względzie pozostaje niewiele więcej niż 1/3. Ta zmiana poglądów jest o tyle dziwna, że w czasie ostatnich dwunastu miesięcy trudno dopatrzeć się wydarzenia wystarczająco negatywnego by tak znacząco mogło zmienić postrzeganie indywidualnego bilansu kosztów i korzyści.

Ktoś może zauważyć, że przyczyną jest obecna histeria cenowa. Rzeczywiście, ostatnie czasy przyniosły powrót quasi-PRL-u. Przynajmniej w tym sensie, że doszło do panicznego wykup cukru (a tak przy okazji, ciekawe czy również drożdży), mieszkań i samochodów. Ale czy tak naprawdę jest to coś nowego?

Ulotki przeciwników Unii, rozprowadzane w przededniu referendum, ostrzegały przed wieloma zagrożeniami. Antyunioniści twierdzili, że wejście do Unii sprowadzi na Polskę nieszczęścia, przy których siedem plag egipskich wygląda równie groźnie jak podstarzały królik mojego kolegi. Pamfleciki te ostrzegały między innymi przed wzrostem cen. I to nie jakimś tam "wzrostem", ale skokiem cen wprost do poziomu unijnego. Wziąwszy pod uwagę, że kampania eurosceptyków była lepiej zorganizowana i bardziej powszechna niż oficjalne wysiłki, można przyjąć, że "unijny" wzrost cen już od długiego czasu wpisany był w oczekiwania. Można to założyć niezależnie od tego czy zgadzamy się z argumentacją powyższych perełek literatury bazarowej, czy też nie.

Gdzie więc szukać wyjaśnień tak dużej dozy sceptycyzmu odnośnie dobrodziejstw akcesji? Wydaje się, że przyczyna jest dużo bardziej prozaiczna.

Reklama
Reklama

Przyjrzyjmy się całej zbiorowości przyszłych członków Unii - i tych którzy w maju przystąpią do UE, i tych wciąż kandydujących. W grupie tej rzuca się w oczy prosta zależność. Im dalej do akcesji tym więcej optymizmu co do jej pożytków. Polska ładnie wpisuje się w ten schemat. I to nie dlatego, że - jak twierdzą zwolennicy autarkicznego stepowienia naszej gospodarki - Polacy wreszcie przejrzeli na oczy. Nie ma tu niczego do przejrzenia. Praktycznie już jesteśmy w środku i 1 maja rewolucji nie przyniesie. Lecz, jak zawsze przed przełomowymi wydarzeniami, pozostaje pewna obawa przed nieznanym. I to ona każe być bardziej ostrożnym w osądach.

Czy Państwo też ją czujecie?

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama