Do połączenia Polnordu z jego głównym akcjonariuszem, Energobudową, doszło w grudniu 2003 r. W lutym br. rada nadzorcza nowego podmiotu poinformowała o wątpliwościach, które - jeśli zostałyby potwierdzone - mogłyby podważyć prawidłowość wycen, na podstawie których dokonano fuzji.
Wątpliwości zrodziły się po przekazaniu przez były zarząd Energobudowy "bilansu zamknięcia" tej spółki sporządzonego na 19 grudnia 2003 r. Zgodnie z nim, kapitały własne budowlanej firmy wynosiły tylko 10,4 mln zł. To dużo mniej niż ponad 52 mln zł, wykazane w sprawozdaniu za 2002 r., które brano pod uwagę przy wycenie przedsiębiorstwa i ustalaniu parytetu wymiany akcji połączeniowych. Pewne zastrzeżenia zgłaszał już PricewaterhouseCoopers, badający księgi spółki. Po pierwszym półroczu 2003 r. - w sprawozdaniu dołączonym do prospektu emisyjnego - kapitały wynosiły wciąż ponad 51,6 mln zł.
Teraz dokumenty zbadał audytor Polnordu, BDO Polska. Uważa, że kapitały własne Energobudowy na koniec 2002 r. zostały zawyżone o przeszło 10 mln zł i powinny wynieść niespełna 41,9 mln zł. W pierwszej połowie 2003 roku uległy dalszemu uszczupleniu do 35,1 mln zł. Natomiast 19 grudnia ub.r., zdaniem BDO Polska, wynosiły już tylko 7,3 mln zł.
W poniedziałek rada nadzorcza odwołała z zarządu spółki Piotra Susło i Pawła Judę, którzy wcześniej zasiadali w kierownictwie Energobudowy. - Rozbieżności w raporcie audytora i przedsiębiorstwa były zbyt duże. Straciliśmy zaufanie do tych osób - tłumaczy decyzję Andrzej Podgórski, przewodniczący rady nadzorczej Polnordu-Energobudowy.
Obowiązujący przy połączeniu parytet wymiany akcji (w stosunku 1 do 1) mógł być krzywdzący dla inwestorów posiadających papiery Polnordu przed fuzją. Czują się oszukani, gdyż zapewniano ich wcześniej, że łączą się dwie równorzędne firmy. Na takim parytecie skorzystali natomiast ówcześni akcjonariusze Energobudowy (wśród nich Prokom Investments i Nihonswi). De facto przejęli kontrolę nad nowym podmiotem, gdyż po połączeniu mieli 62% jego akcji.