Na sali sejmowej padały wczoraj liczne zarzuty pod adresem SLD, rządu, a także opozycji, prezydenta czy formułującego nowy rząd Marka Belki. Padały głosy o ratowanie ojczyzny i zdradę stanu. - Wchodzimy do Unii, jest to przecież poddanie się w niewolę Niemcom. Dobrze więc, aby Sejm symbolicznie rozwiązał się w momencie, jak odwiedzi nas jutro niemiecki prezydent - grzmiał Roman Giertych (LPR). Stanisław Łyżwiński (Samoobrona) wytykał oligarchiczne układy m.in. "jaśnie prezydentowi Kwaśniewskiemu". Przypomniał też aferę z 1997 roku z poręczeniem kredytu mieleckiej fabryce przetwórstwa osocza przez Marka Belkę. Swoje argumenty przedstawił także PiS. - Trzeba zaryzykować nowe wybory, aby skończyć układ, w którym Samoobrona jest "odwodem" SLD - mówił Jarosław Kaczyński. Mankamenty w funkcjonowaniu parlamentu wykazywała PO. - Mamy coraz gorsze efekty naszej pracy. Zamieniliśmy Sejm w maszynkę do głosowania ustaw. Aż 75% prawa zgłaszane jest przez większość parlamentarną albo stronę rządową - dowodziła Zyta Gilowska.

Wniosek opozycji ma jednak małe szanse powodzenia. Do jego poparcia potrzeba bowiem większości 2/3 ustawowej liczby posłów, a więc 307 głosów. Tymczasem uchwałę jest w stanie zablokować sam SLD (158 posłów) - chociażby bojkotując głosowanie. Rzeczywistą siłę opozycji wykaże zatem dzisiejsze głosowanie nad wnioskiem o odwołanie ministra skarbu Zbigniewa Kaniewskiego (do jego dymisji potrzeba 231 głosów), a także przyszłe głosowanie nad wotum zaufania dla rządu Marka Belki.