- Mamy nadzieję, że uda nam się ulokować pieniądze w przedsięwzięciach równie dobrych, jak te, w których jesteśmy zaangażowani obecnie - mówił Buffett do tłumu 19,5 tys. osób uczestniczących w walnym zgromadzeniu akcjonariuszy Berkshire Hathaway, które tradycyjnie odbyło się w okolicach Omaha w Nebrasce. - Naszym zdaniem, są na to duże szanse - dodał. Miliarder, drugi po Billu Gatesie na liście najbogatszych ludzi świata, przejęcia przedkłada nad inwestowanie w akcje, gdyż nie widzi zbyt wielu możliwości zarobku na giełdzie. Zdecydowanie odrzucił pomysł, by np. ulokować środki w papierach wyszukiwarki internetowej Google, która właśnie zapowiedziała ofertę publiczną. Zdaniem Buffetta, nie ma też już szans na zarobek na rynku tzw. obligacji śmieciowych, skupowanych przez Berkshire jeszcze dwa lata temu.
Ostatnio największe inwestycje firmy to zakupy na rynkach walutowych. Na zniżkę dolara Buffett zaczął grać w 2002 r., kiedy doszedł do wniosku, że rosnący deficyt handlowy USA będzie prowadził do jego przeceny. W weekend zdradził, że w tym roku zwiększył zaangażowanie w obce waluty o "więcej niż trochę", z 12 mld USD na koniec grudnia. - Uważamy, że w dłuższym okresie dolar będzie raczej tracił na wartości w stosunku do innych głównych walut - mówił w wywiadzie dla Bloomberga. Powód pozostanie wciąż ten sam - niekorzystny bilans w wymianie z zagranicą. W ciągu minionych 12 miesięcy dolar osłabił się wobec euro o ponad 6%, a łącznie od początku 2002 r. już o 25%. Buffett powiedział, że inwestycje w obce waluty nie oznaczają większego zainteresowania przejęciami spółek z zagranicy.
Przy okazji spotkania z akcjonariuszami Berkshire, holdingu wartego 143 mld USD (Buffett ma ok. 37% akcji), miliarder ujawnił też swoje preferencje wyborcze. - Popieram Johna Kerry?ego - zadeklarował. Wyjawił, że został doradcą ekonomicznym kandydata demokratów. Skrytykował George?a W. Busha za cięcia podatków, na których skorzystali przede wszystkim najbogatsi.