Na pogłębienie ruchu spadkowego zapoczątkowanego 22 kwietnia miało wpływ wiele czynników. Sygnał dały Chiny i z perspektywy dzisiejszego dnia wydaje się oczywiste, że spadki musiały sięgnąć tak głęboko. Mało tego, wydaje się, że rynek nie skończył jeszcze tej fali. Niektórzy dopatrują się już 1500 pkt. Ale są to już, niestety, tylko prognozy. A jak to z prognozami bywa - wiadomo.
Spoglądając wstecz, na kilka ostatnich sesji widać, że rynek obsuwał się właściwie nie wiadomo z jakiego konkretnie powodu. Jako przyczynę jedni wskazują niestabilność polityczną, inni - spadki na zachodzie. Czytałem też komentarz, że to brak napływu kapitału zagranicznego po akcesji jest przyczyną spadków. Świadczy to o tym, że poruszmy się w materii dosyć tajemniczej i niezrozumiałej nawet dla analityków rynku. Niestabilność polityczna? Ależ to było już wiadomo od początku kwietnia i nie było żadną przeszkodą dla wzrostu. Brak świeżego kapitału? Czy wszyscy na rynku sądzili, że kapitał uderzy na naszą giełdę następnego dnia po akcesji i są teraz rozczarowani?
Najwłaściwszym wytłumaczeniem pozostają Chiny, ceny miedzi, ropy i spadki na zachodzie. Ale to wszystko nie do końca. Sama zapowiedź schładzania gospodarki Chin nie może tu wystarczyć. Ileż to razy ktoś coś zapowiada i nie ma na to żadnej reakcji rynków?
Sytuacja stała się więc na tyle niezrozumiała, że spojrzałem na układ planet. Jakoś dziwnie kumulują się bowiem złe informacje na rynku. Niestety, z braku miejsca nie mogę tu rozszerzyć tego wątku. Z obserwacji tej wnioskuję, że spadki mogą być na ukończeniu. Dotyczy to szczególnie sektora stalowego. Brakuje jeszcze mocnego akordu na końcu fali - paniki, po której przyjdzie zmiana trendu.