Kontrakty na WIG20 znalazły wsparcie na wysokości tygodniowych szczytów z jesieni ubiegłego roku oraz w pobliżu 200-sesyjnej średniej kroczącej. Sądząc po niezbyt imponującym odbiciu z dnia wczorajszego - nie na długo. Na kolejnych sesjach przyjdzie bykom bronić wsparcia przy 1612 pkt, gdzie znajduje się dołek z końca stycznia.

Zmiana średniookresowego trendu na zniżkowy stała się faktem i widać, że na obecnych poziomach nie znajduje się zbyt wielu chętnych do łapania dołka. Stąd próby odrobienia poniedziałkowej straty wyglądają tak marnie. Inwestorzy mają świadomość, że nowy trend dopiero się zaczął, więc trudno liczyć na szybką poprawę notowań. Kontrakty w takiej sytuacji nie powinny mieć większego problemu ze zniżką do 1612 pkt. Dotarcie do miejsca, w jakim zaczęła budować się formacja kanału rosnącego, może zachęcać do realizowania zysków z miesięcznej zniżki, ewentualnie podkupowania dołka.

Taka strategia ma jednak dwie wady. Chyba większość inwestorów spodziewa się zatrzymania zniżki właśnie w okolicy 1600 pkt, więc albo nastąpi to na wyższych poziomach, albo na znacznie niższych. Na ten drugi wariant wskazuje to, że formacja kanału wieńczyła roczną hossę. Dlatego mało prawdopodobne jest, by niedźwiedzie oddały pole już u jej podstawy. Raczej notowania osiągną 1585 pkt, gdzie znajduje się szczyt z połowy grudnia ub.r. oraz 61,8-proc. zniesienia zwyżki, trwającej od listopada 2003 r., i stąd nastąpi odbicie w stronę 1612 pkt. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że wczorajszy wzrost znakomicie pasuje na ruch powrotny po przebiciu wsparcia w rejonie 1656-1568 pkt. Wolumen obrotu był niewielki, spadła liczba otwartych pozycji. To przekonuje, że wzrost był zasługą zamykających krótkie pozycje, a wciąż brakowało odważnych do otwierania długich.