Sytuacja techniczna na wykresach amerykańskich indeksów wydaje się klarowna. Po spadku w rejon dołków z końca marca br. Wall Street szykuje się do korekty. Trudno przewidzieć jej zasięg, ale raczej powinna być mniejsza niż większa. Nastroje na rynku są bowiem złe i niewiele wskazuje, by szybko się zmieniły. Stąd też ewentualne wzrosty będą wykorzystywane do zamykania pozycji przed nową falą spadków. W przypadku Nasdaq kolejne uderzenie podaży powinno sprowadzić indeks do 1750 pkt, gdzie znajduje się 38,2-proc. zniesienie hossy. Jest to również pierwsze liczące się wsparcie.

W ślad za amerykańskimi giełdami podąża Nikkei. Bezsilność byków na poziomie 12 tys. pkt, w połączeniu z pogarszającą się sytuacją na globalnych rynkach akcji, doprowadziły do silnej przeceny - Nikkei w ciągu 6 sesji stracił ponad 10%. Zaowocowało to sześcioma czarnymi świecami, dwoma lukami bessy oraz trzema sygnałami sprzedaży (przełamanie linii hossy, spadek poniżej szczytu z października zeszłego roku oraz sygnał sprzedaży na MACD). Układ niczego sobie. Niedźwiedzie więc mogą spać spokojnie, bowiem droga do 9614 pkt (dołek z listopada) jest otwarta. Dopiero tam popyt ma szansę odzyskać przewagę. A jest o co walczyć, bowiem to wsparcie może okazać się kluczowe dla rozwoju sytuacji na japońskim rynku w perspektywie następnych 12 miesięcy.

Skuteczna obrona 9614 pkt, a następnie pokonanie oporu na 12 tys. pkt, doprowadzi bowiem do utworzenia formacji odwróconej głowy z ramionami. Minimalne wzrosty wynikające z realizacji tejże formacji zaprowadzą indeks w okolice 16,5 tys. pkt lub 19,2 tys. pkt (w zależności czy do obliczeń zastosujemy metodę punktową czy procentową).

Realizacja powyższego scenariusza mogłaby oznaczać definitywne zakończenie 14-letniej bessy w Japonii. Tylko czy w środowisku niechybnie zbliżających się podwyżek stóp procentowych, schładzania chińskiej gospodarki, czy też zbliżającej się bessy w USA, zmiana trendu jest możliwa? Obawiam się że nie. Stąd też zakładam, iż ostatecznie wsparcie na 9614 pkt zostanie przełamane i w przyszłym roku znów zobaczymy Nikkei poniżej 8000 pkt.