W minionym tygodniu przerwana została jedna z najdłuższych w historii kontraktów na WIG20 seria następujących po sobie czarnych świec. Mimo że doprowadziła ona rynek do dużego wyprzedania, nie widać chęci do otwierania długich pozycji. Taki stan rzeczy można tłumaczyć tym, że wyjątkowo niskie wartości wskaźników wprawdzie sygnalizują wyprzedanie rynku, ale pokazują także niespotykaną od dawna słabość popytu. W takiej sytuacji podkupowanie dołków jest bardzo ryzykownym zajęciem i z otwieraniem pozycji lepiej wstrzymać się do chwili, gdy pojawią się czytelne sygnały powrotu kupujących. Na razie ich brakuje. Potwierdza to baza, która na koniec poniedziałkowej sesji spadła do 6 pkt. Z drugiej strony, także otwieranie krótkich pozycji na obecnym poziomie wydaje się nie najlepszym rozwiązaniem. W ciągu miesiąca czerwcowa seria straciła aż 250 pkt i dotarła do wsparcia tworzonego przez szczyt z 30 października 2003 roku i do łek z 29 stycznia 2004 roku. W krótkim terminie możliwość dalszej przeceny wydaje się więc ograniczona. Sygnałem do kontynuacji spadków, a tym samym do otwierania krótkich pozycji będzie zejście rynku poniżej 1610 pkt. Gra na zwyżkę będzie uzasadniona dopiero, gdy bykom uda się pokonać opór tworzony przez lukę bessy z 10 maja.

Warto zainteresować się kontraktami terminowymi na indeks MIDWIG. Charakteryzują się one coraz większą płynnością. Na każdej sesji zawieranych jest kilkaset transakcji, a liczba otwartych pozycji przekracza 600. Dodatkowo na wykresie tworzy się formacja flagi. Jeżeli niedźwiedziom uda się przełamać jej dolne ograniczenie (około 1640 pkt), to trend spadkowy powinien trwać do 1500 pkt. Krótkoterminowy opór to 1675 pkt.