- Istnieje duże prawdopodobieństwo, że strefa euro nie przetrwa, ponieważ gromadzi się coraz więcej różnic pomiędzy jej krajami członkowskimi - stwierdził Friedman w wywiadzie udzielonym informacyjnej witrynie Euobserver. Jeden z najbardziej wpływowych ekonomistów XX w. przyznaje, że do tej pory euro radziło sobie całkiem nieźle. Mimo to trudno o unię ekonomiczną krajów tak bardzo zróżnicowanych pod względem gospodarczym, kulturowym i językowym. W dodatku sytuacja ta jeszcze bardziej się skomplikuje wraz z dołączeniem do "dwunastki" strefy euro nowych krajów Unii, które z prawnego punktu widzenia są do tego zobowiązane. Cztery z nich - Słowenia, Cypr, Estonia oraz Litwa już ogłosiły gotowość jak najszybszego przyjęcia wspólnej waluty. - Jeśli już tego chcą, to im szybciej to zrobią, tym lepiej - twierdzi Friedman. Utrzymuje jednak, że euro mogłoby być na powrót zastąpione starymi walutami narodowymi.
Friedman, który był m.in. członkiem pozarządowej grupy doradczej ds. gospodarki prezydenta Ronalda Reagana twierdzi również, że unijna "Agenda Lizbońska" to tylko marzenie. Jej treść głosi, że zjednoczona Europa zamierza do 2010 r. stać się najbardziej konkurencyjnym rynkiem gospodarczym świata. - Unia nie dogoni do tego czasu USA - prognozuje Friedman. W Europie poszczególne kraje są silne, ale unijne regulacje duszą ich gospodarki - twierdzi amerykański ekonomista. - Zbyt wiele jest przepisów i za duże wydatki, znieście je - radzi.