Na szerokim rynku amerykańskim batalia o marcowy dołek wciąż jest nierozstrzygnięta. S&P 500 od kilku dni konsoliduje się na poziomie wtedy wyznaczonym. Jednak charakterystyczne dla trendu spadkowego reakcje inwestorów - wyprzedaż po złych informacjach i coraz bardziej niechętne kupno po dobrych wiadomościach - pozwalają przypuszczać, że przełamanie tej bariery jest kwestią czasu. Jej znaczenie wzmacniają średnia krocząca z 200 sesji oraz dolna granica dwumiesięcznego kanału zniżkowego. W tej sytuacji rozstrzygające byłoby zamknięcie poniżej 1080 pkt. Wzrost ponad 1100 pkt oddalałby krótkoterminowo zagrożenie kontynuacją wyprzedaży.

Nasdaq odbił się wczoraj od linii, stanowiącej dolne ograniczenie kanału wzrostowego, w jakim indeks pozostaje od jesieni 2002 r. Sytuacja wydaje się klarowna - dopóki Nasdaq nie powróci powyżej marcowego dołka (1902 pkt), bardzo prawdopodobne będzie opuszczenie kanału. To przypieczętowałoby średniookresową przewagę sprzedających i zapowiadało ruch w kierunku 1670 pkt.

Indeksy parkietów w Londynie, Frankfurcie i Paryżu pozostają w trendach bocznych. Niekorzystne sygnały płyną jednak ze strony DJ Stoxx 50, opisującego notowania największych firm europejskich. W poniedziałek opuścił dołem roczną formację kanału wzrostowego, a wczoraj wykonał ruch powrotny. To nie wróży dobrze giełdom w Europie i każe spodziewać się przebicia marcowego dołka. Ostatecznie rozstrzygnęłoby to o zmianie tendencji na malejącą.

Węgierski BUX zdecydowanie odbił się we wtorek od rocznej linii trendu zwyżkowego. Dzienny MACD znalazł się na poziomie, na jakim kończyły się poprzednie korekty. Przełamanie przez wskaźnik wcześniejszych dołków będzie przemawiać za przecięciem tej prostej i dalszym ruchem w dół. Krótkoterminowy opór znajduje się nieco powyżej 10,9 tys. pkt. Dopiero wyjście ponad ten poziom pozwalałoby na większy optymizm.

Po zdecydowanym powrocie Nikkei poniżej jesiennych szczytów możliwe jest odreagowanie do 11 tys. pkt. Utworzona na tygodniowym MACD negatywna dywergencja nie pozostawia jednak wątpliwości, że potem japoński rynek czeka dalsza przecena.