Reklama

Taniec na linie

Żeby odbudować zaufanie do polskiej polityki gospodarczej i powrócić do pozycji ulubieńca rynków, trzeba kwartałów, jeśli nie lat

Publikacja: 19.05.2004 10:07

Jeden z moich byłych mentorów, notabene stary wyjadacz rynkowy, lubił powtarzać, że zachowaniami inwestorów finansowych rządzą dwa uczucia: strach i chciwość. Do tych czynników można dołożyć trzeci i czwarty: stadność i (czasami) nieracjonalność zachowań.

Te dwie ostatnie cechy można zobrazować jednym zdaniem: na rynku lepiej mylić się, gdy mylą się wszyscy, niż mylić się, gdy inni mają rację. Dlaczego? Choćby z uwagi na rzecz tak prozaiczną, jak wiara w to, że z rynkiem jeszcze nikt nie wygrał. A po co później tłumaczyć się szefowi?

Niezależnie jednak od przyczyn, łatwo zauważyć, że jak świat długi i szeroki rynkami rządzi zasada: jak wszyscy, to wszyscy, babcia też.

W świetle powyższego akapitu ostatnie kilka lat polskiej historii gospodarczej można podzielić na trzy etapy.

Połowa lat dziewięćdziesiątych to czas, gdy naszą gospodarkę postrzegano niemalże jak najbardziej wysuniętego na zachód azjatyckiego tygrysa. Szedł za tym entuzjazm inwestorów i pozycja Polski jako regionalnego ulubieńca.

Reklama
Reklama

Kryzys rosyjski przyniósł zmiany na gorsze, lecz lukratywny poziom stóp procentowych, zaserwowany przez ówczesną RPP, pomógł inwestorom na jakiś czas "zapomnieć" o pogarszających się wskaźnikach.

I wreszcie od czasów widma monstrualnego deficytu roztoczonego przez ministra Bauca weszliśmy w etap trzeci, w którym stopy powoli spadały, a ryzyko szybko rosło. I trudno się dziwić, że zapał inwestorów zagranicznych trochę przygasł. Strach był i jest duży, a powodów do chciwości coraz mniej.

Z tej perspektywy mogą nieco dziwić dane, mówiące, że ostatnimi czasy inwestorzy zagraniczni pozostawali głównymi sponsorami deficytu budżetowego. Są dwa możliwe wytłumaczenia tego stanu rzeczy. Albo wiara w polską gospodarkę jeszcze całkiem nie wygasła, albo to nie są już ci sami inwestorzy. Wydaje się, że prawda jak zwykle leży pośrodku. Można bowiem zauważyć dużą jakościową zmianę w strukturze napływającego kapitału. Bardzo popularna poprzednimi laty gra w konwergencję straciła na znaczeniu. Trudno się zresztą dziwić, jeśli data polskiej akcesji do strefy euro jest takim samym celem, jak horyzont - oddala się w miarę jak się do niego zbliżamy.

Nie wszystkich odstraszył zamęt polityczny i problemy fiskalne. Niemniej jednak ci, którzy zostali i dalej inwestują w polskie obligacje, przezornie zabezpieczają się przed ryzykiem kursowym. W miejsce zaś tych, którzy odeszli, pojawili się więksi ryzykanci. Przy czym rzuca się w oczy, że obecnie tak jedni, jak i drudzy stanowią dość płochliwe stadko. I nigdy nie wiadomo, co spowoduje, że ruszą w stampede. Niezależnie, z jakiego są kraju, jaką filozofię inwestowania reprezentują i jakie mają preferencje odnośnie do ryzyka. Jak wszyscy, to wszyscy...

Ktokolwiek będzie tworzył nowy rząd, stanie więc w nieciekawej pozycji. Żeby odbudować zaufanie do polskiej polityki gospodarczej i powrócić do pozycji ulubieńca rynków, trzeba kwartałów, jeśli nie lat. Z drugiej strony, wystarczy kilka dużych fałszywych kroków, by uruchomić sekwencję wydarzeń z finałem: jak wszyscy, to wszyscy... Przed nami ciekawe czasy...

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama