Reklama

Na granicy bessy

Po kilku tygodniach wyprzedaży światowe rynki akcji straciły spadkowy impet. Na szczęście - bo katastrofa była niedaleko.

Publikacja: 22.05.2004 10:03

Taką katastrofą byłoby, na przykład, wybicie indeksu S&P 500 poniżej marcowego dołka (1090 pkt). Oznaczałoby to zmianę trendu średnioterminowego na spadkowy i przeniesienie złych nastrojów z rynków wschodzących, także na parkiety krajów rozwiniętych.

Zamiast podwójnego szczytu

Zachowanie indeksu stawia jednak pod znakiem zapytania dalsze spadki, przynajmniej w najbliższym czasie. Wprawdzie na zakończenie sesji 10 maja S&P 500 miał 1087 pkt, ale to był ostatni dzień wyprzedaży. Od tamtej pory na wykresie indeksu na przemian kształtują się świece - bądź to o wysokich górnych, bądź dolnych cieniach, pokazujące, że inwestorzy nie bardzo wiedzą, co robić. Większą wagę, niż do marcowego dołka wydają się przywiązywać do średniej ruchomej z 200 sesji, która znajduje się tuż poniżej wykresu indeksu. Poziom "sygnalny", którego przełamanie będzie zapowiadać spadek, przeniósł się z 1091 na 1080 pkt.

Jeszcze niedawno największe znaczenie dla oceny trendu na amerykańskim rynku akcji miał podwójny szczyt, budowany od początku lutego. Jednak po tym jak wykres S&P 500 "obszedł się" z marcowym dołkiem, większego znaczenia nabiera spadkowy kanał, obejmujący ostatnie trzy miesiące notowań. Formacja ta sugeruje, że znajdujemy się na granicy trendu bocznego i spadkowego. Dodatkowo daje nadzieję na krótkoterminowy wzrost, do 1140 pkt. Warunkiem takiego scenariusza jest zamknięcie sesji ponad lokalnym szczytem na 1100 pkt, ale kupujący nie działają na razie zbyt zdecydowanie. Z punktu widzenia wykresu S&P 500 sytuacja na światowych rynkach akcji jest dość skomplikowana.

Dolar wspiera akcje

Reklama
Reklama

Amerykański rynek akcji wspiera drożejący dolar. Od szczytu z początku stycznia notowania dolara do euro podskoczyły o 8%. Drożejąca amerykańska waluta działa antyinflacyjnie i ogranicza skalę podwyżki stóp procentowych, do której od kilku miesięcy przygotowują się inwestorzy.

W ostatnim czasie wykres eurodolara ubija twarde dno na poziomie 1,18 dolara za euro. Na tej wysokości ukształtował się szczyt na przełomie maja i czerwca zeszłego roku. To ważne wsparcie. Jednak podjęta na początku miesiąca próba wybicia w górę zakończyła się niepowodzeniem. Mamy więc kontynuację trendu bocznego między 1,18-1,2 USD. Dalsze umocnienie dolara - czyli spadek poniżej 1,18 - będzie sprzyjało akcjom. Jeśli natomiast powiedzie się kolejna próba wyjścia z konsolidacji górą, to los trendu na wykresie S&P 500 będzie przesądzony.

Słabnący dolar będzie działać nie tylko inflacyjnie. Sprawi także, że amerykańskie aktywa będą tracić wartość dla inwestorów zagranicznych. To może zachęcić ich do ograniczania strat i wyprzedaży akcji.

Nasdaq testuje linię trendu

Poniżej marcowego dołka i średniej ruchomej z 200 sesji znalazł się już wykres Nasdaq Composite. Taki układ właściwie powinien przesądzać o zmianie tendencji średnioterminowej na spadkową. Ale jest jeszcze linia trendu, biorąca początek w październiku 2002 roku. To ostatnia wzrostowa linia trendu, która została do przełamania na wykresie indeksu spółek technologicznych. Po przekroczeniu tego wsparcia pozostanie tylko do rozstrzygnięcia kwestia, czy zniżka zabierze 38% 15-miesięcznego wzrostu (1760 pkt), 62% (1520 pkt), czy też sprowadzi wykres Nasdaq Composite do dna z października 2002 roku (1110 pkt).

Odreagowanie na rynkach

Reklama
Reklama

wschodzących

Po bezprecedensowej wyprzedaży rynki wschodzące ruszyły do odrabiania strat. Na ostatnich kilku sesjach indeksy zwyżkowały od 4 do 6%. Na plus wyróżnia się rynek rosyjski, gdzie po sześciu kolejnych wzrostach RTS zyskał ponad 10%. To pozwoliło odzyskać posiadaczom akcji tylko niewielką część pieniędzy straconych podczas czterech tygodni intensywnego spadku (indeks stracił ponad 25%).

Bardzo mozolnie idzie odrabianie dystansu w Brazylii, gdzie na wykresie indeksu Bovespa kształtuje się flaga. To formacja kontynuacji trendu, występująca na ogół w połowie silnego ruchu cen. Strata kolejnych 2,5 tys. punktów oznaczałaby spadek Bovespy poniżej głównej linii trendu wzrostowego, analogicznej do tej, którą testuje Nasdaq. Trudno przypuszczać, żeby taka przecena nie odbiła się echem także na innych wschodzących rynkach.

Tak jak warszawska giełda nie znajdowała się w czołówce spadających rynków, tak teraz nie należy do liderów wzrostu. WIG20 zyskał niecałe 4% i spisuje się gorzej od węgierskiego BUX, któremu brakuje już tylko 7%, do szczytu z połowy kwietnia. Kolejna fala wyprzedaży będzie miała bardziej destrukcyjny wpływ na rynek w Warszawie niż w Budapeszcie.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama