- W stosunku do zeszłego roku, kiedy wiele z dużych funduszy hedgingowych pozostawało w tyle za indeksami rynków akcji, nastąpił zwrot o 180 stopni - mówi Barry Colvin, cytowany przez Bloomberga prezes Tremont Capital Management. Jego firma w funduszach hedgingowych inwestujących w akcje ma ulokowane ok. 8 mld USD. Colvin twierdzi, że fundusze pozostały przy tej samej strategii, jak w ubiegłym roku - grze na spadek cen papierów spółek wycenionych drogo w stosunku do wyników, jakie wypracowują, oraz kupowaniu tanich walorów, niezauważanych przez innych inwestorów. Tyle tylko, że tym razem daje ona efekty.

Jeden z największych na świecie instytucji hedgingowych - Maverick Fund o aktywach sięgających 10 mld USD, którego menedżerem jest Lee Ainslie - w pierwszych czterech miesiącach tego roku wypracował stopę zwrotu w wysokości 7,4% (w całym zeszłym roku zaledwie 4,7%). Raptor Fund, zarządzany przez Jima Pallottę, i Cantillon World, kierowany przez Williama von Muefflinga, zyskały w tym okresie po ok. 8%. Niektórym funduszom - np. Lone Pine Capital - udało się zarobić nawet ponad 10%.

W pierwszych czterech miesiącach roku fundusze hedgingowe - które są pomyślane jako sposób inwestowania dla instytucji oraz zamożnych klientów indywidualnych - zyskały przeciętnie 2,53%. W tym samym czasie indeks S&P 500, grupujący największe amerykańskie przedsiębiorstwa - uwzględniając reinwestycję wypłaconej przez spółki dywidendy - wzrósł zaledwie o 0,3%. Wskaźnik technologicznego rynku Nasdaq stracił natomiast prawie 12%.

Grę na spadki cen papierów spółek high-tech wybrał m.in. von Mueffling, który swój fundusz powołał zaledwie we wrześniu ub.r. Von Mueffling trafnie przewidział też, że na giełdach zyskiwać będą producenci nośników energii i spółki farmaceutyczne - dlatego dodawał je do portfela.

Bloomberg