Na rynku akcji zapanowała równowaga. Jej odzwierciedleniem jest wykres S&P 500 z kilku ostatnich sesji. Widać na nim na przemian świece z wyraźnie zaznaczonymi górnymi lub dolnymi cieniami. W piątek po raz kolejny testowany był opór na 1100 pkt i po raz kolejny nie udało się przekroczyć tej wartości. Czas więc znów na test wsparcia, wyznaczanego przez średnią ruchomą z 200 sesji. Im dłużej trwa konsolidacja, tym większy będzie ruch cen po przebiciu którejś z barier.
Decyzji inwestorom wcale nie ułatwia dolar, którego notowania względem euro również utknęły w trendzie bocznym. Wyprzedaż amerykańskiej waluty wzmogłaby presję inflacyjną i tym samym skłoniła inwestorów do uwzględnienia w cenach akcji większych niż dotychczas podwyżek stóp procentowych. Oznaczałoby to wybicie w dół z konsolidacji na wykresie S&P 500. Wzrost wartości dolara miałby przeciwne działanie i zachęciłby to kupowania akcji.
Na rynkach wschodzących, które w ostatnich tygodniach mocno ucierpiały, trwa odreagowanie. Przy czym na razie skala wzrostów jest nieporównywalna z wcześniejszą przeceną. W największym stopniu straty udało się odrobić na giełdzie w Budapeszcie, gdzie BUX ponownie przekroczył 11 tysięcy punktów. Do rekordu z 13 kwietnia brakuje już niecałych 5%. Miał na to wpływ czynnik lokalny - po tym jak pakiet kontrolny spółki prowadzącej giełdę przejęły austriackie instytucje finansowe, węgierski rynek ma coraz bliżej do statusu rozwiniętego.
Choć giełda w Tokio do miana wschodzących się nie zalicza, również mocno ucierpiała. Niemniej pełni rolę punktu odniesienia dla rynków azjatyckich, które spadają po zapowiedzi ochłodzenia gospodarki w Chinach. Wykres Nikkei 225 daje pewną nadzieję, że odreagowanie będzie trwać dłużej, niż się to początkowo wydawało. Trwają właśnie nieśmiałe próby zbudowania odwróconej głowy z ramionami, która pozwoliłaby znieść 62-proc. kwietniowo-majowej wyprzedaży. Nieśmiałe - bo na razie brakuje dużej części prawego ramienia i wybicia ponad linię szyi.