Czterotygodniowa wyprzedaż zakończyła się na poziomie 1600 punktów. Od czasu ukształtowania dołka 13 maja, byki już trzykrotnie próbowały doprowadzić do zakończenia sesji ponad poziomem 1700 punktów. To tutaj znajduje się granica luki bessy z 10 maja i dołek z 22 marca, który można traktować jako linię szyi formacji podwójnego szczytu.
Jakie są alternatywy
Liczba 1700 odmieniana jest przez wszystkie przypadki w wielu komentarzach. Tymczasem wybicie ponad tę wartość wcale nie musi gwarantować powrotu do trendu wzrostowego. Spójrzmy na wykres WIG20 na początku i jesienią 2003 roku. Odreagowanie po pierwszej fali spadków było głębokie, ale rynek nie wracał od razu do hossy.
Jest kilka powodów, poza historycznymi odniesieniami, dla których zapoczątkowany przed dwoma tygodniami wzrost może być kontynuowany. Po pierwsze, rynki zagraniczne. Na wykresie węgierskiego BUX udało się znieść w 62% kwietniowo-majową falę spadkową. Gdyby WIG20 miał pójść tym tropem, to powinien przekroczyć 1750 pkt. W górę ruszyła także czeska giełda (PX50 wybił się z podwójnego dna), być może teraz pora na Warszawę. Warto też zwrócić uwagę na niedokończony ruch S&P 500 do górnego ramienia kanału, a także próbę wybicia z konsolidacji w górę na wykresie niemieckiego DAX.
Rynek akcji może także otrzymać wsparcie od obligacji. Wprawdzie trend długoterminowy rentowności jest wzrostowy, ale w perspektywie krótkoterminowej sytuacja nie jest już tak oczywista. Po nieudanej próbie wybicia wykresu rentowności papierów 5-letnich powyżej 7,8%, powstała szansa na zbudowanie formacji podwójnego szczytu z linią szyi na 7,4%. Wybicie w dół z formacji będzie miało przede wszystkim wpływ psychologiczny - trudno bowiem przypuszczać, żeby w oparciu o krótkoterminowy trend spadkowy stóp procentowych analitycy zaczęli podnosić wyceny akcji. Wzrost cen obligacji może zachęcić do inwestowania w polskie aktywa i być może część napływających pieniędzy wyląduje na giełdzie akcji.