Blisko 300-puktowy spadek z przełomu kwietnia i maja zniósł 38% całorocznej fali hossy. To jedno z podstawowych minimów, jakie musi zaliczyć korekta główna, by rynek mógł przejść do fazy budowania bazy pod kolejny impuls wzrostowy. Podstawowe pytanie, z jakim teraz stykają się inwestorzy, brzmi: czy wcześniej nie dojdzie do pogłębienia dołka z połowy maja i spadku do 1500 pkt (50% zniesienia). Z tą myślą koresponduje koncepcja 10-miesięcznego kanału, dla którego górnym ograniczeniem jest linia łącząca szczyty z września 2003 r. oraz kwietnia 2004 r., dolnym zaś równoległa prosta, poprowadzona przez dołek z listopada 2003 r. Za drugą falą spadków przemawia również kształt obecnej korekty, przypominający zwyżkujący klin, który od góry ograniczony jest przez długoterminową linię trendu wzrostowego oraz lukę bessy z 10 maja. Przeciwnicy spadków mogą z kolei wyciągnąć dwa poważne argumenty techniczne. Pierwszym jest widoczna na wykresie liniowym formacja "W", w pełni ukształtowana, włącznie z wtorkowym ruchem powrotnym do linii szyi (1680 pkt). Drugim - utrzymanie indeksu WIG ponad długoterminową linią trendu wzrostowego.

Jak w ten obraz wpisuje się środowa sesja? Cóż - górny cień świecy doskonale obrazuje rozterki inwestorów, którzy rozpoczęli realizację zysków z długich pozycji tuż pod poziomem EMA-55 i głównej linii trendu. Tym samym pytanie postawione na wstępie pozostaje aktualne. Sesja czwartkowa, po tym jak popyt poniósł porażkę w starciu z luką, może być bardzo trudna dla posiadaczy długich pozycji. Niewykluczone że będą musieli bronić linii szyi formacji "W", a także podstawy klina w okolicy 1680 pkt.