Czwartkowa sesja okazała się dużym rozczarowaniem, gdyż nie przyniosła żadnego rozstrzygnięcia. Z drugiej strony można się było tego spodziewać po przebiegu sesji środowej. Wówczas to byki poważnie zaatakowały lukę bessy z 10 maja. Jak się okazało pod koniec sesji - nieskutecznie.

Wymowa długiego górnego cienia i załamanie praktycznie w końcowej fazie handlu, kiedy większość inwestorów myślami była raczej przy ewentualnej czwartkowej luce hossy, z pewnością mocno uderzyła w plany byków. Jednocześnie czwartkowe uspokojenie, a raczej brak paniki ze strony inwestorów zamykających długie pozycje, zdaje się potwierdzać dobre nastawienie graczy co do kierunku ruchu w kolejnych tygodniach.

W krótkim terminie mamy dosyć klarowną sytuację - wzrost ceny kontraktu na WIG20 powyżej średniej kroczącej z 45 sesji będzie oznaczać zaskakujący sukces byków i zakończenie spadków. Do wzrostu będzie można wrócić o ile ustabilizuje się sytuacja na rynkach zachodnich. Z drugiej jednak strony, spadek poniżej SK-15 przyniesie co najmniej test ostatniego dołka (1607 pkt).

Przełamać go z pewnością będzie bardzo trudno i wątpię, by to się udało. Odnoszę wrażenie, że inwestorzy przyzwyczaili się do dużo wyższych niż na początku roku cen i jeśli już podejmą jakąś decyzję, to raczej o "zakupie" przyszłych zysków, bo te w ocenie już nie tylko samych spółek, ale i analityków mają się poprawiać.

Przy analizie oscylatorów trzeba wspomnieć o MACD, który po spadku do poziomu minus 40 pkt zaczął silnie zwyżkować i jest już blisko poziomu równowagi. Niestety, na wykresie tygodniowym powstał dramatycznie zły sygnał - przełamana została popytowa linia trendu łącząca dołki z października 2001 i 2002 r. Tym samym wskaźnik wyłamał się z kanału trendowego, co powinno być jednoznacznie negatywnym wskazaniem w długim terminie.