Sesja ze wzrostem obrotów miała stać się lekarstwem na brak wyraźnego trendu. A okazała się kolejnym elementem ruchu horyzontalnego, nawet bez odważniejszej próby wybicia w którymś kierunku. Wzmożony handel papierami Pekao i PKN (największe obroty od jesieni 2003 r.) nie pomógł ani bykom, ani niedźwiedziom. Z rynku wiało nudą, jedyną różnicą między wczorajszą a poprzednimi kilkunastoma sesjami były wielkości pojedynczych transakcji.
Przełomu nie było u nas, nie było także w Budapeszcie. Nasze parkiety zachowują się ostatnio słabiej i mniej dynamicznie od rynków rozwiniętych. I chociaż było już kilka sesji, na których wydawało się, że dojdzie do wybicia (czy to za sprawą sygnałów technicznych, poziomu obrotów czy też informacji spływających na rynek), to zawsze ceny wracały do poziomów równowagi. Taki już urok trendów bocznych.
Bez mocnego sygnału zewnętrznego trudno będzie ruszyć rynkiem. A tego w najbliższej przyszłości nie widać - tkwimy w bezowocnym pacie na scenie politycznej, którego z pewnością nie rozwiążą wybory do Parlamentu Europejskiego, GPW jest uodporniona na zachowanie rynków zachodnich, z Budapesztu nie nadchodzą żadne konkretne wskazówki, wyniki finansowe pierwszego, a myślę że po części i drugiego kwartału są już w cenach. Nie pozostaje nic innego jak czekać na większy impuls, być może dopiero w postaci letniej hossy w USA?
Dobrze przynajmniej, ze po kilkunastu sesjach posuchy pojawił się na rynku większy kapitał, który może zwiastować jakiś poważniejszy ruch. Szkoda tylko, że nie zadziałał on już wczoraj, bo trzeba pamiętać, że przed nami długi weekend i ten entuzjazm w handlu akcjami może zatracić się już w środę.
Zwróć uwagę: