Bardziej znam się na brazylijskiej piłce i gospodarce, niż na tamtejszych serialach, ale podobno dłużyzny w dialogach, oprócz znudzenia telewidza, mają szczytny cel kontrastowania z późniejszą pozornie dynamiczną akcją. Nie inaczej jest w przypadku giełdowych konsolidacji, których rozciągnięcie w czasie z jednej strony zaczyna męczyć inwestorów, z drugiej dynamizuje późniejszy ruch po wybiciu. Wracając do tego porównania, to wczorajsza 1585 świeczka na moim dziennym wykresie była takim brazylijskim pytaniem o miłość. Na odpowiedź trzeba, niestety, cierpliwie poczekać.
Warto jednak zwrócić uwagę, na dość zaskakującą aktywność największych funduszy. Ostatni raz niemal dokładnie takie same obroty na akcjach z WIG20 zrobiliśmy na sesji 6 maja. Od tego czasu aktywność na wszystkich parkietach systematycznie spadała. Wczoraj nie pojawiły się na rynku żadne nowe czynniki zachęcające do zmiany stanowiska funduszy, a jeśli przeanalizować wartość transakcji i ofert na największych spółkach, to handlowała sama czołówka. Kto w tym świątecznym, przedwyborczym tygodniu robił takie przetasowania? Pozostaje zgadywać, domyślnie zawsze przy takim skoku obrotów zerkając na zagranicę. Ale nawet jeśli faktycznie słuszna to poszlaka, to trudno ją potwierdzić np. wyraźną korelacją z węgierskim BUX.
To są jednak wszystko niuanse, które bardzo ciężko w konsolidacji interpretować. Trzeba czekać na wybicie na obrotach analogicznych do wczorajszej sesji. Za pierwsze (nie najważniejsze) wsparcie należałoby uznać teraz dolne ograniczenia kanału wzrostowego. Oporem pozostają szczyty z ostatniego tygodnia. Ja w tej przedwyborczej ruletce delikatnie sprzyjam giełdowym bykom, ale radziłbym poczekać na "inside" ze strony analizy technicznej, bo szczęścia w grach losowych nie mam.